Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 195 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Po drugiej stronie życia

sobota, 16 maja 2015 9:28

Nina obudziła się z płytkiego, niespokojnego snu. Do odjazdu jej pociągu zostało jeszcze trochę czasu.

To dziś jest ten dzień. To właśnie dziś Nina zjawi się w domu Babci, przeprosi ją za swoją trzyletnią nieobecność, a potem postara się zmierzyć z tym wszystkim, czego obawiała się przez cały czas. Jednak teraz powrót do krainy szczęśliwego dzieciństwa, gdzie jeden wypadek położył cień na całe jej życie, nie wydawał się być dobrym pomysłem. Nina wciąż miała ogromny żal do rodziców za to, że tak bezwzględnie postawili ją pod ścianą, ale większość emocji już opadła. Wcale nie chciała jechać tam tak szybko i to w dodatku sama. Tak naprawdę w ogóle nie chciała jechać, ale słowo już się rzekło. Nie mogła wycofać się ze swego postanowienia. Nie mogła dać rodzicom powodu do tego, by znowu nią rządzili. Podjęta poprzedniego dnia decyzja stanowiła pierwszą poważną próbę wyrwania się z domu na dłużej. Nie chciała tego zaprzepaścić.

W końcu wstała z łóżka i z ociąganiem zaczęła się ubierać. Jej wzrok mimowolnie powędrował na szafkę, aby jak co dzień ujrzeć zdjęcie Damiana, jednak ramki wcale tam nie było. Spoczywała spokojnie na samym wierzchu spakowanej torby podróżnej. Nina postanowiła już go nie wyjmować.

Po chwili wahania poszła do kuchni, żeby zjeść śniadanie i przygotować sobie coś na drogę. Obawiała się spotkania z rodzicami. Nie wiedziała, jak powinna zareagować, kiedy już ich zobaczy. Przepraszać? Nie, nie miała za co. Przecież spełniała ich wolę. Próbować się pogodzić? Też nie. Była na to jeszcze za bardzo zdenerwowana. Najlepszym wyjściem jawiła się chyba ignorancja. Minęła więc bez słowa ojca, który chciał się z nią przywitać, ale zrezygnował w ostatniej chwili, a potem w zupełnym milczeniu stanęła przy matce, która smarowała masłem kromki chleba. Zaczęła smarować swoje.

– Nie musisz tam jechać pociągiem. Odwiozę cię – odezwał się w końcu jej tata, zasiadając do stołu

– Nie trzeba. Poradzę sobie – odparła spokojnie Nina.

Za jej plecami rodzice wymienili zaniepokojone spojrzenia. Już dawno nie martwili się tak bardzo o młodszą z córek.

– To może chociaż na dworzec? – zasugerowała Mama.

– My ją odwieziemy. – Rozległ się niespodziewanie głos Karoliny, która nagle wkroczyła do kuchni. Nina nigdy wcześniej nie widziała jej w tak buntowniczym nastroju. Wyglądała na nieźle zdenerwowaną albo raczej wściekłą. Co się jej stało?

– Marcin zaraz tu przyjedzie i podrzucimy cię na dworzec – oznajmiła.

Nina kiwnęła głową. Z siostrą i jej chłopakiem, a raczej już narzeczonym, mogła przebywać bez żadnych negatywnych konsekwencji w jednym samochodzie, a z rodzicami raczej nie. Nie tego dnia i nie w tym stanie. Widziała, jak ojciec w bezradności załamuje ręce i z dezaprobatą kręci głową. Matka ukradkiem otarła chyba łzę z policzka, na co Ninie ścisnęło się serce. Nie chciała ranić rodziców, ale skoro oni postępowali tak z nią, nie mogła teraz wycofać się ze swoich decyzji. W milczeniu zjadła szybkie śniadanie, po czym poszła pożegnać się z bratem, jednak jeszcze spał. Ucałowała więc go w czoło i wyszła po cichutku, żeby go nie obudzić. Zanim opuściła dom, wstąpiła jeszcze po torbę podróżną i spakowany plecak. Potem ruszyła bezpośrednio do wyjścia, gdzie czekała już na nią Karolina ze wzrokiem utkwionym w podłodze.

– Nawet się nie pożegnasz? – Usłyszała za plecami zrezygnowany głos Taty. Zrobiło jej się strasznie głupio, ale nie miała odwagi, by się odwrócić i spojrzeć na rodziców. Zastygła na chwilę z dłonią na klamce.

– To na razie! – zawołała szybko głosem, który zdradzał, że zaraz wybuchnie płaczem. Nie chciała już czekać na ich reakcję, choć zdawało jej się, iż usłyszała szloch matki. Czym prędzej opuściła dom, a potem wsiadła do czekającego już samochodu. Nawet nie przywitała się z siedzącym za kierownicą Marcinem. Pozwoliła, by po jej policzkach spłynęło kilka słonych łez.

Kiedy do samochodu wsiadła Karolina, Nina już przygotowała się na usłyszenie ostrej reprymendy za zbyt oschłe potraktowanie rodziców. I tak miała już wyrzuty sumienia. Nie potrzebowała dodatkowych karcących  słów od siostry. Jednak Karolina ani myślała o dokopywaniu jej. Wręcz przeciwnie, stanęła nawet w jej obronie. To był chyba pierwszy raz, kiedy rodzice zdołali wyprowadzić ją z równowagi.

– Nie rozumiem, jak mogli zrobić ci coś takiego! Przecież doskonale wiedzą, co znaczy dla ciebie powrót w tamte strony. Czasami wydaje mi się, że oni nie mają serca! – skwitowała, a Nina i Marcin wymienili zdziwione spojrzenia w lusterku wstecznym.

– Nie wierzę własnym uszom – wyznała Nina. – Chyba straciłaś do nich tak długo pielęgnowaną cierpliwość.

Karolina pokręciła z dezaprobatą głową. Wyglądała na bardzo niespokojną.

– Pokłóciłam się z nimi, kiedy się o wszystkim dowiedziałam. Chciałam wczoraj porozmawiać z tobą o tym głupim wyjeździe, ale już spałaś. To po prostu w głowie się nie mieści!

– Uspokój się, kochanie. Złość piękności szkodzi – powiedział żartobliwie Marcin, kładąc swojej narzeczonej rękę na kolanie.

Nina musiała trochę załagodzić sytuację. Nie chciała, by i Karolina była przez nią w złych stosunkach z rodzicami.

– To była moja decyzja. Gdybym naprawdę nie chciała jechać do babci, nie pojechałabym – oznajmiła, choć sama sobie nie wierzyła.

– Nawet nie próbuj ich bronić! – zawołała wzburzona starsza z sióstr. – Postąpili karygodnie i nic tego nie zmieni!

Pomimo że sytuacja wcale nie była wesoła, Nina zaczęła głośno się śmiać. Bawiła ją determinacja siostry, która teraz posłała jej karcące spojrzenie.

– Dobrze, może lepiej już o tym nie mówmy – zaproponowała Nina, broniąc się przed kolejnym atakiem niekontrolowanego śmiechu.

Kiedy tylko znaleźli się na dworcu, humor młodszej siostry uległ znacznemu pogorszeniu. Dopadły ją wątpliwości, czy aby na pewno postępuje właściwie. Najchętniej wycofałaby się teraz ze swojego zamiaru i wróciła do domu, choćby nie wiadomo ile miałoby ją to kosztować. Przeprosiłaby szczerze rodziców, zamknęła się w swoim pokoju i… Nie! Nie może tego zrobić! Nie kolejny raz. Skoro zaszła już tak daleko, wycofanie się byłoby teraz niewybaczalnym błędem. W końcu ten wyjazd miał też swoje dobre strony. Nina zamieszka przecież ze swoją ukochaną, wyrozumiałą i nadzwyczaj cierpliwą babcią, zawsze skorą do pomocy. Nadrobią trzy lata rozłąki i będą się przy tym doskonale bawić. Zupełnie tak jak kiedyś.

Pokrzepiona tą myślą Nina ruszyła w stronę pociągu. Już stała na stopniach prowadzących do wagonu, kiedy usłyszała za sobą wołanie Karoliny. Starsza siostra biegła ku niej z białą kopertą w wyciągniętej dłoni.

– To do ciebie – wydyszała z trudem. – Znalazłam to rano w skrzynce. Miłej podróży.

Nina pomachała jej później z okna przedziału, w którym siedziała. Trochę ścisnęło się jej serce, kiedy pociąg ruszył, a Karolina i jej narzeczony zniknęli z pola widzenia. Chciała otworzyć zaadresowaną do niej kopertę, ale nagle do jej przedziału wtargnęło małżeństwo z dwójką małych dzieci i narobiło tyle zamieszania, że Nina ostatecznie wcisnęła kopertę do kieszeni plecaka, a potem utkwiła wzrok w oknie.

A więc to się naprawdę dzieje. Jedzie do Babci. Będzie przebywać blisko miejsca, gdzie zginął Damian. Z konieczności odwiedzi kilka miejsc, w których niegdyś się bawili, a wspomnienia zaleją jej myśli jak powódź. Czy była na to gotowa? Oczywiście, że nie i tak naprawdę nigdy gotowa na to nie będzie. Mogła się jedynie przyzwyczajać do myśli, że za kilka godzin zmierzy się z rzeczywistością i ludźmi w rodzinnej miejscowości Babci. Najbardziej obawiała się spotkania z rodzicami Damiana, a biorąc pod uwagę fakt, że to bliscy sąsiedzi Babci, będzie ich widywała dosyć często. Co im powie? Że jest jej przykro, bo doprowadziła do śmierci ich syna? Zwykłe przepraszam? Czy to wystarczy?

Pokręciła głową i spojrzała na zegarek. Jeszcze kilka stacji i powinna zaliczyć przesiadkę na inny pociąg. Skupiła się, by nie przegapić tej, na której miała wysiąść. Dlaczego z jej miasta do miejscowości Babci nie było bezpośredniego połączenia? Sama odpowiedziała na to pytanie. To się po prostu nazywa rzeczywistość.

Małżeństwo z dwójką dzieci wysiadło na następnej stacji, więc Nina miała teraz przedział dla siebie. Rozluźniła się trochę. Chciała przeczytać list, który wręczyła jej Karolina, ale w momencie, gdy już go wyjmowała, pojawił się konduktor, by sprawdzić jej bilet, więc zajęła się jego poszukiwaniem. Już nawet myślała, iż go zgubiła, gdy on najzwyczajniej w świecie spoczywał w kieszeni jej dżinsów.

Po incydencie z biletem całkowicie zapomniała o liście. Wysiadła nawet na niewłaściwej stacji, co omal nie doprowadziło jej do rozpaczy. Była to podrzędna stacja w jakiejś małej wiosce, która już chyba ostatkiem sił pełniła swoją funkcję. Nina stała na kawałku ziemi zalanym betonem i nerwowo rozglądała się wokoło. Nie znalazła tu żadnego rozkładu jazdy pociągu, ani kasy biletowej, gdzie mogłaby zasięgnąć informacji. Czuła się całkowicie zagubiona. Od lat nie przekraczała granic swego miasta, więc nie bardzo radziła sobie z orientacją, zwłaszcza na takich odludnych terenach. Nie znała nawet nazwy miejscowości, w której tak nieopatrznie się znalazła. Jęknęła w duchu. Wszystko od początku szło nie tak. Na domiar złego w pobliżu nie było nikogo, dosłownie nikogo, kto mógłby jej udzielić jakichkolwiek informacji. Nina była zdana tylko na siebie. Przeanalizowała wszystkie wyjścia z sytuacji, jakie w tym momencie miała. Mogła ruszyć w drogę, szukając jakiegoś przystanku autobusowego i tam poczekać na jakikolwiek autobus, mogący zawieźć ją na bardziej zamieszkane tereny. Pomysł był dobry pod warunkiem, że taki przystanek w ogóle się tu znajdował oraz gdyby miała pewność, iż w razie czego trafiłaby z powrotem na stację. Po krótkim namyśle odrzuciła ten pomysł. Następnym sposobem na wydostanie się z tego miejsca było złapanie stopa, ale i do tego rozwiązania Nina odnosiła się nieprzychylnie. Droga asfaltowa znajdowała się co prawda niedaleko, lecz przecież nigdy nie widomo, na kogo można trafić. Złapanie stopa zatem też nie wchodziło w grę. Co więc miała zrobić? Nie chciała tu utknąć. Przygryzła wargę, by powstrzymać się od płaczu. Nikt jej co prawda nie widział, ale musiała się trzymać, by myśleć logicznie.

– Myśl, Nino, myśl – powtarzała co chwilę, aż w końcu do głowy przyszło jej najprostsze i chyba najrozsądniejsze rozwiązanie. Po prostu poczeka tu,  a potem wsiądzie w pierwszy lepszy pociąg, jaki się tu zatrzyma, zaczerpnie informacji u konduktora i jakoś wybrnie z tej nieciekawej sytuacji. Jakiś pociąg musi się tu przecież w końcu zatrzymać.

Pokrzepiona tą myślą poszukała sobie miejsca do siedzenia. Słońce zaczęło porządnie prażyć, co sprawiło, że na jej czole pojawiły się kropelki potu. Zdjęła bluzę i rozejrzała się za cieniem. Niestety na tym kawałku przestrzeni cień zapewniały tylko drzewa. Westchnęła sobie cichutko i usiadła na suchej trawie pod jednym z nich. Ten dzień należał chyba do najgorętszych dni tego roku. Dosłownie nie było czym oddychać, a leciutkie, nadzwyczaj rzadkie podmuchy wiatru nie dawały właściwie żadnego ochłodzenia. Nina chciała wynieść się stąd jak najszybciej, ale ku jej niezadowoleniu żaden pociąg nie chciał nadjechać. W dodatku panujący upał strasznie męczył jej organizm. Nic dziwnego, że po kilkudziesięciu minutach bezowocnego czekania ucięła sobie nieplanowaną drzemkę. Spałaby pewnie w nieskończoność, gdyby nie usłyszała pewnego głosu.

Obudź się. Obudź się, Nino – powtarzał łagodnie, tak długo, aż w końcu otworzyła oczy. Miała świadomość, że naprawdę słyszała ten głos, toteż zerwała się na równe nogi i zlustrowała wzrokiem okolicę. Nikogo jednak przy niej nie było. Skąd więc ten głos? Po krótkim zastanowieniu nie miała wątpliwości, iż należy on do Damiana. Usłyszała go już drugi raz w krótkim odstępie czasu. 

Nina w oszołomieniu spojrzała na zegarek. No nie! Spała prawie trzy godziny! Przez ten czas na pewno zatrzymał się tu jakiś pociąg, a ona przespała ten moment! Zaklęła pod nosem, choć prawie nigdy tego nie robiła. Po jej policzkach popłynęło kilka łez. Otarła je zdecydowanym ruchem ręki, zdając sobie sprawę, że jej twarz jest nienaturalnie gorąca i piecze ją skóra. Nic dziwnego. Cień, który przed zaśnięciem zapewniał jej ochronę przed słońcem, już od dawna znajdował się w innym miejscu. Musiała przez jakiś czas być wystawiona na zdradliwe promienie słoneczne. Te części ciała, których nie zasłaniało ubranie, były dosłownie czerwone.

Nina jęknęła. Jeszcze tego jej brakowało. W dodatku koszulka, którą na sobie miała, była już cała mokra od potu. Korzystając z okoliczności, że nikt jej nie widzi, szybko się przebrała. Zajrzała też do plecaka w poszukiwaniu czegoś do picia. Oddałaby teraz wiele za łyk wody. O ile pamiętała o zabraniu w podróż  kanapek, tak kompletnie zapomniała o czymś do picia. Była już bliska załamania się, kiedy usłyszała jakiś dźwięk. Wyprostowała się jak struna i nasłuchiwała. Czy to może być…? O tak! Gwizd pociągu! Bogu dzięki! Do stacji zbliżał się jakiś pociąg!

Nina błyskawicznie pozbierała swoje rzeczy i tak szybko, jak tylko mogła, znalazła się z powrotem na stacji. Odetchnęła z ulgą, gdy maszyna zaczęła zwalniać, a potem zatrzymała się tuż przy niej. Co za szczęście! Chciała krzyczeć z radości, kiedy już znalazła się w wagonie. Pasażerowie patrzyli na nią jak na idiotkę. Właśnie tak musiała przecież wyglądać z czerwoną twarzą, dekoltem i rękami, ale nie przejmowała się tym. Radowała się, iż znalazła się wśród innych ludzi, opuszczając tamto pustkowie. Szybko odnalazła konduktora, który wyjaśnił jej, gdzie teraz powinna wysiąść i w jaki pociąg wsiąść, by w końcu dotrzeć do celu. Z wdzięczności miała ochotę go uściskać. Kupiła bilet i ruszyła na poszukiwanie wolnego miejsca. Znalazła je w przedziale, gdzie siedziała już para staruszków. Zapytała, czy może usiąść, a gdy uzyskała zgodę, prawie bez sił opadła na siedzenie. Staruszkowie patrzyli na nią z niepokojem, więc opowiedziała im o swojej przygodzie. Okazali się bardzo mili i poczęstowali ją domowej roboty sokiem z truskawek. Smakował jak napój bogów, a co najważniejsze, ugasił jej piekielne pragnienie. Przemiła para towarzyszyła jej jeszcze przez kilka minut.

Ninie zrobiło się smutno, kiedy została w przedziale zupełnie sama. Zdała też sobie sprawę z pewnej rzeczy. Gdyby nie głos Damiana, który zmusił ją do obudzenia się, zapewne przegapiłaby pociąg, a co za tym idzie, prawdopodobnie jeszcze kilka godzin tkwiłaby na tamtej opustoszałej, odstraszającej stacji.

Kiedy Nina po długim oczekiwaniu wsiadła do kolejnego, ostatniego już pociągu, zaczęło się lekko ściemniać. Choć perspektywa pokonywania kilku kilometrów w ciemności napawała ją lękiem, trochę uspokajała ją świadomość, że miejscowość, w której mieszkała Babcia i pobliskie tereny znała lepiej od własnego miasta. Zresztą droga do domu Babci sprawiała wrażenie bezpiecznej, gdyż znajdowała się w pobliżu domostw. Tylko jedno miejsce przyprawiało Ninę o szybsze bicie serca. Najtrudniejszy moment całej wyprawy – przejście tuż obok studni. Przejście obok miejsca, gdzie zginął Damian. Na samą myśl o tym zaczęła się trząść i dostała gęsiej skórki. Nie przejdzie tam. Nie da rady. To dla niej zbyt trudne. Gorączkowo analizowała w głowie topografię pobliskiego terenu, szukając jakiejś innej drogi, jednak i tak zawsze dochodziła do tego samego. Musiała przejść obok tej studni, chyba że chciała nadrabiać cały kawał drogi. Biorąc pod uwagę fakt, że zanim tam dotrze, będzie już zupełnie ciemno, nie wiedziała, co stanowiło gorszy problem. Mogła w ciągu zaledwie kilku sekund przemknąć koło studni, zamiast tracić wiele minut na okrążanie tego miejsca w ciemności. Przygryzła wargi. Zawsze zostawała też nadzieja, iż ktoś znajomy będzie akurat przejeżdżał tą drogą i może ją podrzuci. Prawdopodobieństwo takiego obrotu spraw było bliskie zeru, ale, co najważniejsze, w ogóle istniało.

Nina jako jedyna wysiadła na swojej stacji docelowej. Wciągnęła w płuca nocne, orzeźwiające powietrze, po czym zarzuciła na ramiona plecak.

A więc była tu. Po trzech latach nieobecności znów znajdowała się w pobliżu miejsc, które kiedyś stanowiły dla niej niemal drugi dom. Posiadłość Babci, która niegdyś była azylem, jej głos tak ciepły i kojący jak najlepsze lekarstwo, cudowne powietrze i wiele innych rzeczy, które straciła wraz ze śmiercią Damiana. Przez chwilę ogarnęła ją fala nadziei, iż może to wszystko odzyskać, ale myśl ta zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Damian nie żyje, więc nic już nie będzie takie samo. Nigdy.

Pokręciła zdecydowanie głową. Jeśli będzie tu tak stać i zadręczać się myślami, to do domu Babci dojdzie chyba dopiero nad ranem, a tego nie chciała. Była już na tyle zmęczona, że marzyła już tylko o prysznicu i wygodnym łóżku. No dobrze już nawet nie musi być wygodne.

Nina wzięła do ręki torbę podróżną, stwierdzając, iż chyba ją trochę przeładowała, i w końcu ruszyła przed siebie. Początkowo szła główną drogą, zostawiając za sobą stację kolejową. Już po kilkunastu krokach zauważyła znaczące zmiany, jakie zaszły od dnia jej wyjazdu. Jedyny w tej miejscowości sklep spożywczo – przemysłowy znajdujący się po lewej stronie głównej drogi został zamknięty. Okna zabite były deskami, a tynk płatami odrywał się od ścian. Jedyny taki budynek we wiosce, miejsce niby przypadkowych spotkań starszych pań oraz drobnych pijaczków i najgorętsze źródło plotek przestało istnieć. Gdzie więc mieszkańcy robili teraz zakupy? Inny najbliższy sklep mieścił się jakieś sześć lub siedem kilometrów stąd. Zamknięcie tego na pewno stanowiło nie lada utrudnienie dla rodzin nie posiadających zmotoryzowanego środka transportu oraz dla osób w podeszłym wieku. Nina szybko jednak odkryła przyczynę zamknięcia sklepu. Idąc dalej drogą zauważyła, iż coś ewidentnie nie pasowało do tego, co zapamiętała przed laty. Początkowo nie wiedziała do końca, co to mogło być. Rozejrzała się uważnie dookoła, nasłuchiwała, by dojść do wniosku, że tutaj jest za cicho. Żadnego ujadania psów czy innych odgłosów. Tylko szum wiatru. Nina przystanęła na chwilę, by wyjąć z torby bluzę, gdyż zrobiło się jej chłodno. W dodatku wiatr tak rozwiewał jej włosy, że została zmuszona do związania ich gumką. Przez jej mózg przewinęła się pewna myśl. Podobna pogoda panowała w noc śmierci Damiana. Zupełnie jakby cofnęła się w czasie do tamtej chwili. Od razu pokręciła głową. Nie myśl teraz o Damianie, upomniała się w duchu. W końcu było ciemno, do przejścia miała jeszcze kawał drogi, a myślenie o zmarłych w takiej chwili na pewno niczego nie ułatwiało.

Ponownie skupiła się na elementach wiejskiej architektury. Naprawdę tylko w nielicznych domach paliło się światło. W ogóle mnóstwo budynków sprawiało wrażenie opuszczonych i strasznie zaniedbanych. Stare, nienaoliwione bramy skrzypiały poruszane przez wiatr, co przyprawiało Ninę o gęsią skórkę. Przed kilkoma posiadłościami mogła dostrzec tabliczkę zapewne z napisem „na sprzedaż” i numerem telefonu. W dodatku nigdzie nie było ani widać, ani słychać żywego ducha, a pora nie była znowu aż taka późna. Pamiętała, jak dawniej dzieciaki zbierały się jeszcze o tej porze i chodziły po wiosce, ciesząc się wakacyjną swobodą, śmiejąc się i dokazując, dlatego teraz panująca wokół cisza raniła jej uszy. Co się stało z mieszkańcami? Gdzie się podziali? Ta miejscowość sprawiała wrażenie, jakby zamieszkiwały ją tylko duchy przeszłości. Nie, znowu te duchy! Sama się tylko straszyła podobnymi myślami. Przyspieszyła kroku. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu Babci, gdzie będzie bezpieczna, bo teraz na pewno bezpieczna się nie czuła. Jeszcze trzy lata temu mogła bez oporów chodzić po terenie całej miejscowości i nawet przez myśl by jej nie przeszło, żeby się bać. Teraz bała się i to bardzo. Nie wiedziała, dlaczego odczuwa zagrożenie. Może to te opustoszałe, niszczejące domy tak na nią wpływały? Albo skrzypiące bramy? Nieważne. Wiedziała tylko, że bez względu na swoje zmęczenie i ciężki bagaż musi iść, jak szybko się da.

Zaczęła bać się jeszcze bardziej, kiedy musiała zejść z głównej drogi w polną. Na dodatek po jednej swojej stronie miała gęsty zagajnik, a po drugiej szerokie pole i ani jednego domu w pobliżu. O ile na głównej drodze cisza dawała jej w kość, tutaj odgłosów miała nawet za dużo. Łamana gałązka, jakiś szum wśród traw… Tłumaczyła to sobie aktywnością małych, niegroźnych polnych zwierzątek. Bo cóż innego mogło to być?

Największe chwile grozy przeżyła jednak wtedy, gdy znalazła się już bardzo blisko studni. Przystanęła nawet na chwilę, niezdolna do dalszej wędrówki. Wpatrywała się w odbijający się na tle nocy głaz, z którego tak niefortunnie zsunęła się ta przeklęta lina i w jej oczach stanęły słone łzy. Już nawet nie obchodziło jej to, że stoi sama wśród ciemności, a obok rozciąga się straszliwy zagajnik. Liczyło się dla niej tylko to, iż tam, kilka metrów dalej, w egipskich ciemnościach zdradzieckiej studni zginął jej przyjaciel.

Nina zapewne stałaby tam jeszcze przez kilka sekund albo nawet minut, gdyby nie szelest, jaki nagle usłyszała. Oblał ją zimny pot, ale nie mogła się ruszyć, bo coś sobie przypomniała. Czy nie taki sam dźwięk usłyszała wtedy? Chwilę przed zsunięciem się liny z głazu? Była prawie pewna, że to ten sam odgłos. Sekundę później usłyszała coś jeszcze. Coś, co omal nie przyprawiło jej o zawał serca. Słyszała głosy. Przyciszone, zdenerwowane, szalone głosy, które wydobywały się tak jakby ze …studni! To niemożliwe! Musiała chyba zwariować! Lecz czy właśnie nie o tym mówił wtedy Damian?

Uciekaj!

Zadrżała, gdyż usłyszała głos w swojej głowie.

Idź stąd jak najszybciej i unikaj tego miejsca!

To był dla Niny bodziec do działania. Nie wahała się dłużej. Rzuciła się biegiem do ucieczki. Adrenalina sprawiała, że nie padła ze zmęczenia i jakoś była jeszcze w stanie nieść torbę podróżną. Przebiegając obok studni, Nina mogłaby przysiąc, że słyszała wydobywające się stamtąd głosy. Przyciszone, zawodzące, okropne. Nie mogła ich słuchać. Chciała zakryć uszy rękami, ale nie miała jak tego zrobić. Musiała przecież uciekać. Biegła więc ile sił w nogach, a obraz przed oczami zamazywały jej obficie płynące łzy. W pewnym momencie odniosła nawet wrażenie, iż ktoś podąża za nią, lecz nie miała odwagi, by spojrzeć za siebie. Krzyknęła.

Szybciej, Nino! Szybciej!

Głos w głowie wcale nie ułatwiał jej zadania. Utwierdzał ją tylko w przekonaniu, że coś naprawdę jest nie w porządku, a niebezpieczeństwo, jakie otaczało ją ze wszystkich stron jest autentyczne. Krzyknęła ponownie i wbiegła do sadu należącego do jej babci. Wtedy wszystko się skończyło. Miała pewność, że nikt już jej nie goni, zniknęło poczucie zagrożenia.

Nina przebiegła jeszcze kilka metrów, po czym wyczerpana psychicznie i fizycznie rzuciła się na chłodną, gęstą trawę. Płakała tak mocno, iż aż prawie zwymiotowała.

Co to miało być, do cholery?! Czuła się jak w jakimś tanim, kiepskim horrorze. Z trudem obejrzała się za siebie. Oprócz ciemności i zarysów drzew nie ujrzała nic. W głowie miała jeden wielki chaos.

Już dobrze. Uspokój się i idź do domu.

Na dźwięk tego głosu poderwała się na równe nogi, by po chwili uświadomić sobie, że to przecież głos Damiana. Tym razem zadziałał na nią kojąco. Wzięła się w garść, otarła łzy z twarzy, podniosła z ziemi torbę i ruszyła w stronę domu Babci. O tym, co stało się przed chwilą, nie chciała już myśleć.

Wyszła z sadu, minęła poruszaną przez wiatr huśtawkę, by po upływie kilku chwil stanąć przed drzwiami domu. Prawie we wszystkich oknach paliło się światło. To było niepodobne do zachowania Babci. O tej porze już dawno powinna być w łóżku.

Nina uniosła zmęczoną dłoń, by zapukać, ale nie zdążyła, gdyż drzwi nagle się otworzyły. W strumieniu płynącego z zewnątrz światła stała Babcia, blada i śmiertelnie przerażona.

– O, Boże, Ninko! Tak się o ciebie bałam! – zawołała i rzuciła się wnuczce na szyję.

W oczach Niny znowu stanęły łzy. Po trzech latach znowu ujrzała Babcię. Mogła ją przytulić i rozmawiać z nią twarzą w twarz.

– Dziecko drogie, jak ty wyglądasz?

Nina spojrzała na siebie. Jej ubranie było brudne od ziemi i trawy. Włosy zapewne miała potargane do granic wytrzymałości. Była głodna, spragniona i padała za zmęczenia. Powieki same zaczęły jej opadać.

– Co się stało? Twoi rodzice dzwonili i powiedzieli, że zjawisz się tu po południu, a jest prawie północ! Umierałam ze strachu!

– Przepraszam, babciu. Zaraz wszystko ci opowiem – oznajmiła Nina zmęczonym głosem. – Tylko czy najpierw mogłabym się napić wody i coś zjeść?

– Oczywiście, kochanie. Zostaw tu swoje rzeczy i chodź do kuchni. Zaraz coś ci przygotuję.

Babcia ruszyła żwawo, pociągając za sobą wnuczkę. Nina była zdziwiona jej krzepkością. Przecież rzekomo miała ona problemy z chodzeniem, a poruszała się sprawnie i szybko bez kul ani niczyjej pomocy.

– Siadaj, Ninko – nakazała Babcia, podając jej szklankę wody, po czym postawiła przed nią kubek z ciepłym aromatycznym kakao. – Zaraz zrobię ci coś do jedzenia.

Nina bez sił opadła na krzesło, wypiła wodę, a potem upiła łyk kakao. Było przepyszne. Zdała sobie sprawę, że jednak nie będzie w stanie przełknąć nic więcej.

– Nie, Babciu, nie dam rady jeść. Wypiję tylko kakao.

Babcia spojrzała na nią z troską. Jej okrągła twarz okolona burzą siwych loków wyrażała niepokój. Bursztynowe oczy były podkrążone. Nie tak miało wyglądać to spotkanie po latach.

– Wyglądasz na wykończoną – stwierdziła zmartwiona staruszka. – Wypij to, umyj się i idź spać. Już ci wszystko przygotowałam. Porozmawiamy jutro.

Nina uśmiechnęła się do niej w podzięce. W tej chwili marzyła tylko o kąpieli i łóżku. Szybko wypiła kakao, zabrała swoje rzeczy do pokoju, a potem zaszyła się w łazience. Aż sama się do siebie uśmiechnęła, kiedy zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Wyglądała jak siedem nieszczęść. Twarz zaczerwieniona i pobrudzona, włosy w zupełnym nieładzie… Dobrze, że nikt poza Babcią nie widział jej w takim stanie.

Najpierw umyła zęby, a potem wskoczyła pod prysznic. W tym momencie zwykła ciepła woda stanowiła dla niej dar niebios. Kiedy po zmówieniu krótkiej modlitwy leżała już w czystej pościeli, przyszła do niej Babcia. Usiadła na skraju łóżka i uśmiechała się ciepło do swojej wnuczki.

– Tak się cieszę, że tu jesteś, Ninko.

– Ja też – odpowiedziała Nina i sama się zdziwiła, że mówiła to całkiem szczerze. W tym momencie bardzo się cieszyła ze swojej obecności tutaj.

Babcia ucałowała ją jeszcze na dobranoc, a potem wyszła, pozwalając wnuczce zapaść wreszcie w zasłużony sen. Nina zasnęła niemal natychmiast po jej wyjściu, nie mając pojęcia o tym, że ktoś ją obserwował.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  6 785  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Kamila C. o książkach, urozmaicone szczyptą własnej twórczości ")

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 6785

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl