Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 195 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Rozdział IX

piątek, 27 lipca 2012 19:18

Rozdział 9

 

Kiedy się ocknęłam, byłam niesiona przez kogoś na rękach. Nadal bolała mnie głowa, ale odzyskałam już całkowitą  trzeźwość umysłu.

Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że osoba, która mnie niosła to Nik.

Wyglądał na wściekłego. Usta miał zaciśnięte w wąska linię, a nozdrza poruszały mu się nerwowo przy każdym wdechu.

– Możesz mnie już postawić na ziemi – rzekłam pewnie, choć wcale tego nie chciałam. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie i tak…sama nie wiem. Po prostu chciałam, by mnie z nich nie wypuszczał.

Nik spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem, a ja zaczęłam żałować, że w ogóle się ocknęłam.

– Miałaś na mnie czekać! – huknął na mnie.

Poruszyłam się niespokojnie. Chyba jednak nie miał zamiaru postawić mnie na ziemi.

– Czekałam, ale… – chciałam się wytłumaczyć, lecz szybko mi przerwał.

– Czy ty wiesz, co tych dwóch gnojków mogło ci zrobić?!

Ogarnął mnie lekki niepokój. Skąd wiedział, że to oni tak mnie urządzili? Przecież nie mógł ich widzieć, bo był wtedy w mieście. Widział ich tylko wilk o sierści w kolorze mlecznej czekolady.

– Skąd wiesz, że ich spotkałam? – zapytałam bez wahania.

Nikodem wyraźnie się zmieszał i zamilkł na chwilę. Chyba nie wiedział, co odpowiedzieć, więc zadał mi kolejne pytanie, by uniknąć odpowiedzi. Spuścił już jednak trochę z tonu.

– Dlaczego mnie nie posłuchałaś?

– Postaw mnie na ziemi – poprosiłam uprzejmie, lecz pewnie.

Nik zawahał się, ale po chwili stałam już na własnych nogach.  Nie przestawał mnie jednak podtrzymywać.

– Dlaczego mnie nie posłuchałaś? – powtórzył pytanie, a ja wszystko mu wyjaśniłam

– Mogłaś poinformować mnie o twojej sytuacji zaraz po tym, jak opuściłaś szkołę – stwierdził, gdy skończyłam opowiadać.

– Przepraszam – tylko tyle zdołałam z siebie wykrztusić.

Kiedy weszliśmy do mojego domu przypadkiem spojrzałam na zegar na ścianie i zdębiałam. Dopiero pięć minut temu odjechał pierwszy autobus, którym Nikodem mógł wrócić, a tymczasem on był ze mną już od co najmniej dziesięciu. Jak mógł znaleźć się tutaj tak szybko?

– Coś się stało? – zapytał, widząc moje oszołomienie.

– Jakim cudem dotarłeś tu w tak krótkim czasie? – wlepiłam w niego pytające i zdziwione spojrzenie.

Zadrżał.

– Brr. Zimno tu. Pójdę rozpalić ogień – zaproponował i już zrobił krok w kierunku piwnicy, ale zatrzymałam go, łapiąc za łokieć.

Widocznie unikał odpowiedzi, a także mojego wzroku. Dlaczego? Bez wątpienia coś było nie tak.

Minęło około piętnastu minut od mojego omdlenia. Razem szliśmy jakieś osiem minut, kalkulowałam, dwie minuty znajdowaliśmy się w domu, a to daje razem dziesięć. Zostało jeszcze jakieś pięć minut. No powiedzmy, że niósł mnie nieprzytomną przez ten czas.

Z moich kalkulacji wynikało, że musiał mnie zabrać z lasu zaraz po tym, jak straciłam przytomność.

Ale przecież nie było go wtedy w pobliżu! I jak poradził sobie z wilkiem o oczach takich samych jak jego? Czy w ogóle go widział?

– Nie rozumiem, jak mogłeś tak szybko się przy mnie znaleźć – ciągnęłam dalej temat, bo ta kwestia nie mogła dać mi spokoju.

Nikodem w końcu spojrzał mi w oczy i znowu bardzo się zdziwiłam. Patrzył na mnie dokładnie w ten sam sposób, co wilk kilkanaście minut temu.

Myślałam, że wariuję.

Nik wykorzystał ten mój moment zawahania i pomknął do piwnicy.

Dlaczego nie chciał odpowiedzieć? To najlepszy argument na to, że coś naprawdę było nie tak.

Nie dałam mu jednak za wygraną i podreptałam za nim.

– Nik! – krzyknęłam.  Przyzwyczaił się już do tego, że właśnie tak go nazywam. Nik, pod żadnym pozorem nie Niki.

Spróbowałam zacząć tę rozmowę z innej strony.

– Widziałeś wilka?

Był do mnie odwrócony plecami i z impetem dokładał do ognia, więc nie widziałam jego twarzy.

– Nie było żadnego wilka – burknął. Tego dnia humor mu raczej nie dopisywał.

– Owszem był. Przepędził tych dwóch chłopaków.

– Uderzyłaś się w głowę. Miałaś omamy.

– Skąd wiesz, że uderzyłam się w głowę? – zapytałam od razu.

Była to kolejna rzecz, o której właściwie nie powinien wiedzieć, bo niby skąd?

Oczywiście nie odpowiedział.

Postanowiłam wrócić do tematu wilka.

– Ten wilk tam był – upierałam się przy swoim.

Nik pokręcił tylko głową.

– Jego oczy wyglądały jak twoje! Były identyczne! –krzyknęłam i dopiero to skłoniło go do odwrócenia się w moją stronę. I dobrze się stało, bo tak mocno rozniecił ogień, że piec o mało co nie wybuchł.

– Lepiej, żebyś o pewnych rzeczach w ogóle nie wiedziała – odparł z tak nietypowym dla niego chłodem w głosie.

Minął mnie, wcale na mnie nie patrząc i opuścił piwnicę.

– Do jutra! Zamknij drzwi na klucz – rzucił mi jeszcze z góry i najzwyczajniej w świecie wyszedł. 

Wypuściłam głośno powietrze z płuc i tupnęłam nerwowo nogą. Byłam wściekła i niezadowolona.

O co w ogóle w tym wszystkim chodziło?

Mój wzrok padł na leżące przy schodach pudełko. Wzięłam je do ręki, ciekawa, co znajdowało się wewnątrz. Było strasznie zakurzone. Zdmuchnęłam z niego warstwę kurzu, co wywołało u mnie serię kilku kichnięć. W końcu zaniosłam je do pokoju dziennego.

W środku znajdowały się zdjęcia mamy. Spojrzałam na nie z uczuciem. Nigdy wcześniej ich nie widziałam.

Zdjęć był naprawdę dużo, większość jeszcze sprzed moich narodzin. Na niektórych mama była sama, na niektórych z tatą, a na kilku ze mną.

Trafiłam na fotografię, która sprawiła, że z moich oczu popłynął strumień łez.

Zdjęcie zostało zrobione, kiedy miałam jakieś trzy lata, więc byłam stanowczo za mała, żeby zapamiętać to wydarzenie.

Byliśmy na jakiejś plaży. Miałam na sobie cienką bielutką sukienkę i biały kapelusik. Mama była odwrócona do aparatu lewym bokiem. W swoim zielonym kostiumie kąpielowym wyglądała naprawdę ślicznie.

Na jej lewej łopatce dostrzegłam jakiś kształt. Może nie widziałam tego zbyt dokładnie, ale mogłabym przysiąc, że to znamię, takie samo, jakie na swojej lewej łopatce posiadam ja – odcisk łapy.

W gruncie rzeczy to przecież nic dziwnego. W końcu jestem jej córką i jak widać odziedziczyłam po niej coś więcej, niż tylko kolor oczu.

Kiedy obejrzałam już wszystkie zdjęcia, zabrałam do swojego pokoju to, które najbardziej mnie wzruszyło, a resztę zaniosłam z powrotem do piwnicy. Zapewne umieścił je tam tata, żebym ich nie oglądała i nie musiała przez to cierpieć.

Ja jednak wcale nie cierpiałam. Cieszyłam się, że mogłam znów zobaczyć mamę, choćby tylko na tych zdjęciach.

Skoro znalazłam się już w piwnicy, sprawdziłam przy okazji sytuację w piecu. Nie wyglądało to za ciekawie. Prawie wszystko się już wypaliło. Chciałam szybko dołożyć do ognia, ale Nik zużył cały zapas drewna z piwnicy.

Szybko pobiegłam do składu, nie ubierając nawet kurtki.

Myślałam, że zamarznę. Wkładałam drewno do wiaderka, szczękając zębami.

Kiedy wyszłam, znów ujrzałam na śniegu ślady łap. Wyglądały tak samo, jak moje znamię.

Rozejrzałam się wokoło w poszukiwaniu wilka.

 Był tam. A raczej była.

W odległości jakichś pięciu metrów ode mnie stała piękna biała wilczyca. Kolor jej sierści był bielszy nawet od śniegu. Wyglądała po prostu cudownie. Nigdy wcześniej nie widziałam tak pięknego zwierzęcia. Sierść miało gęstą i puszystą jak dmuchawiec.

Normalnie powinnam w tym momencie umierać ze strachu, ale ja wcale się nie bałam. Trzęsąc się z zimna, wpatrywałam się w białą wilczycę. W pewnym momencie nasze spojrzenia się skrzyżowały i wtedy zamarłam.

Czułam się tak, jakbym patrzyła w swoje własne oczy. Były tak czysto i mocno zielone, jak oczy moje i… mamy.

Poczułam, jakby zamiast wilczycy stała tam właśnie moja mama.

Zauważyłam, że zwierzę patrzy na mnie z uczuciem, zupełnie jakbym była dla niego kimś ważnym i bardzo bliskim.

Może właśnie to wszystko razem wzięte sprawiło, że z moich ust wyrwało się słowo „mama”.

Wilczyca drgnęła na dźwięk tego słowa i ruszyła w kierunku lasu. Biegła szybko, ale z gracją godną damy.

Podążałam za nią wzrokiem tak długo, aż zupełnie znikła mi z oczu.

Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że kostnieję z zimna, a w piecu właśnie wygasa ogień.

Czym prędzej wróciłam do domu i od razu pobiegłam do piwnicy. Na szczęście sytuacja została całkowicie opanowana.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mama jest blisko mnie. Zupełnie, jakby była tą białą wilczycą. To uczucie wręcz nie dawało mi spokoju.

Czułam się z tym naprawdę dziwnie. Jak mogłam pomyśleć, że moja mama to wilk? Z drugiej strony, kilkanaście minut temu spotkałam innego wilka o ludzkich oczach.

Co je tu właściwie sprowadzało? Nigdy przedtem ich tu przecież nie było.

Rozmyślając o tym, poszłam do łazienki, by umyć ręce. Coś jednak było nie tak. Odkręciłam kran bardzo lekko, a woda trysnęła na mnie jak z gejzeru, całą mnie oblewając.

Myślałam, że to jednorazowy wybryk, ale spróbowałam jeszcze kilka razy, a za każdym razem reakcja kranu była taka sama.

Z rury znajdującej się pod umywalką również ciekła woda, zalewając całą podłogę. Kładłam na nią stare ręczniki i wszystko inne, co nawinęło mi się pod rękę, byle tylko woda nie rozprzestrzeniała się dalej.

Ach, gdyby tata tu był…

Ale go nie było więc musiałam radzić sobie sama i ratować łazienkę przed całkowitym zalaniem.

Postanowiłam poprosić o pomoc Nikodema. Innej możliwości nie widziałam. Szybko do niego zadzwoniłam.

– Potrzebuję twojej pomocy – wypaliłam od razu, gdy tylko usłyszałam jego głos w słuchawce.

– Co się stało? – zapytał porządnie zaniepokojony.

– Mam poważny problem. Po prostu przyjdź.

Odłożyłam słuchawkę i pognałam z powrotem do łazienki, zabierając po drodze mop i wiaderko.

Nie chciałam tracić czasu na wyjaśnianie Nikodemowi, o co chodzi. Nie chciałam też dać mu żadnych powodów do odmowy. Sama nie poradziłabym sobie z tym wszystkim.

Oceniłam, że Nik powinien dotrzeć do mojego domu w jakieś dziesięć minut, więc w tym czasie starałam się usuwać skutki mojej małej powodzi.

Po niespełna trzech minutach usłyszałam dobiegający już ze środka domu jego wystraszony głos.

– Bianka?

– Tutaj! – zawołałam, dziwiąc się, jakim cudem mógł pokonać przez wysokie zaspy odległość pół kilometra w tak krótkim czasie. Musiał chyba biegać szybciej, niż Ussain Bolt!

Gdy Nikodem wbiegł do łazienki, był strasznie zdyszany.

– Boże, Bianka, nic ci nie jest? – zapytał zdenerwowany i omiótł mnie spojrzeniem, jakby chciał sprawdzić, czy jestem cała i zdrowa.

– Mnie nic, ale rura strasznie krwawi. Nie mogę tego zatamować – zażartowałam i szeroko się do niego uśmiechnęłam.

Wyglądał cudownie. Miał wypieki na twarzy, rozwiane włosy i… kompletnie bose stopy!

Tłumaczyłam sobie, że tak bardzo się do mnie spieszył, iż nie zdążył nawet ubrać butów i skarpetek. Takie wytłumaczenie jednak nie bardzo do mnie przemawiało. W końcu z ulgą uświadomiłam sobie, że zapewne zdjął buty po tym, jak wszedł do mojego domu.

Kiedy tak na mnie patrzył zdałam sobie sprawę z mojego niekompletnego ubioru. Zanim przyszedł, ściągnęłam mokre dżinsy i sweter, które strasznie ochładzały moje ciało, zostając tylko w majtkach i podkoszulku, bardzo przylegającym do mojego mokrego ciała. Nie sądziłam, że tak szybko przybędzie, dlatego nie zdążyłam się przebrać. Teraz tego żałowałam, bo czułam się skrępowana.

– Ale mnie wystraszyłaś. Myślałem, że coś ci się stało – mówił, mierząc mnie od stóp do głów.

– Możesz mi pomóc? – zapytałam nieśmiało, zmagając się z nowymi strumieniami wody, lejącymi się na podłogę.

– Jasne – rzekł i zaczął ściągać bluzę.

Zapewne przybiegł tu tylko w niej, nie ubierając kurtki. Jeśli przeze mnie się rozchoruje, dostanę potężnych wyrzutów sumienia.

Nikodem odsunął mnie delikatnie na bok, po czym dokładnie obejrzał cieknącą rurę. Teraz zimna woda lała się również na niego. W sekundę stał się tak mokry, jak ja.

– Gdzie jest główny zawór? – zapytał, a ja wzruszyłam ramionami.– Trzeba zatrzymać dopływ wody.

Rozejrzał się chwilę po łazience, ale nie znalazł tam zaworu, więc szybko zbiegł na dół.

Ja w tym czasie próbowałam pozbyć się wody z podłogi, co wcale nie było łatwym zadaniem.

Po chwili woda przestała cieknąć z rury, a do łazienki wkroczył uśmiechnięty  Nikodem.

– Znalazłem zawór – rzekł dumnie.

Posłałam mu promienny, dziękczynny uśmiech.

– Ratujesz mi życie – stwierdziłam. – Naprawdę nie wiem, co się stało. Odkręciłam kran i zobacz jaki jest tego wynik – ogarnęłam wzrokiem łazienkę. Nie wyglądało to zbyt ciekawie.

– Nie martw się. Pewnie wystarczy tylko wymienić uszczelkę.

– W każdym razie, dzięki za pomoc.

– A kto powiedział, że to jej koniec? – zapytał zaczepnie, przechylając głowę na bok.

– Nie chciałabym nadużywać twojej dobroci – oznajmiłam, wyżymając z wody kolejny ręcznik.

Tak naprawdę chciałam, żeby został. Nawet bardzo chciałam.

– Przecież nie zostawię cię samą z tą powodzią. A poza tym, ktoś musi wymienić tę uszczelkę, bo inaczej nie będziesz miała wody. Tylko… – zawahał się i ponownie zmierzył mnie od stóp do głów. – Ubierz się.

Spiekłam raka. Nigdy wcześniej nikt nie widział mnie w takim stanie.

– Jasne, już idę.

Spuściłam głowę i wyszłam z łazienki.

Kiedy tam wróciłam, już oczywiście kompletnie ubrana, Nik właśnie wymieniał uszczelkę. Tym razem to jemu mokra koszulka przylegała do ciała. Z trudem oderwałam od niego wzrok i znów zabrałam się do usuwania wody z podłogi.

– Nie jest ci zimno w tej mokrej koszulce? – zasugerowałam nieśmiało, wcale na niego nie patrząc. Nie chciałam, żeby się od tego rozchorował. – Może ją ściągniesz?

Dopiero, gdy to powiedziałam, zdałam sobie sprawę, jak głupio musiało zabrzmieć moje pytanie.

Nik odwrócił głowę w moim kierunku.

– Wiesz, nie chciałbym cię zawstydzić widokiem mojego kaloryfera… – zażartował.

Nie mogłam powstrzymać pieczenia w policzkach.

– Po prostu nie chcę, no wiesz…jest zimno, a twoja koszulka – jąkałam się. – Przyniosę ci suche rzeczy – wyznałam w końcu i z gorącymi rumieńcami wybiegłam z łazienki.

Miałam problem ze znalezieniem ubrań w odpowiednim rozmiarze. Szukałam czegoś w szafach taty, ale nie był on tak rozbudowany jak Nik. W końcu znalazłam jakieś czarne, rozciągliwe dresy i szeroką, ulubioną koszulkę mojego taty z napisem „Supertata” , którą kupiłam mu już bardzo dawno temu na urodziny. Zakładałam, że Nik powinien się w nią zmieścić.

Kiedy wróciłam do łazienki Nikodem był już rozebrany. Widok jego umięśnionych pleców wprawił mnie w osłupienie. Gdy tylko się odwrócił mój wzrok od razu spoczął na ciemnym punkcie, znajdującym się na jego lewej piersi. To było takie samo znamię, jakie ja miałam na lewej łopatce.

– Mówiłem, że to zły pomysł – stwierdził, widząc moje oszołomienie i uśmiechnął się zawadiacko.

– Co? – potrząsnęłam głową. – Nie, nie o to chodzi. Twoje znamię – nieśmiało wskazałam na nie palcem.

– A, to. Ładne, prawda?

– Mam takie samo.

Odsłoniłam lewą łopatkę, by mu je pokazać.

O dziwo, nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia. Wzruszył tylko ramionami. Zachowywał się tak, jakby doskonale wiedział, że też posiadam takie znamię. W innym wypadku musiałby się choć trochę zdziwić, a przecież tego nie zrobił.

Spojrzałam prosto w jego czysto niebieskie oczy i zobaczyłam w nich coś z wilka.

Nie, po prostu musiało mi się to przywidzieć. Przecież to niemożliwe, by Nik był wilkiem. Przecież człowiek nie może być wilkiem!

– Bianko? Wszystko w porządku? – z zamyślenia wyrwał mnie lekko zaniepokojony głos Nika.

– Tak, tak – odrzekłam szybko i podałam mu suche ubrania.

Spodnie wciągnął bez problemu, ale koszulka stawiała opór.

Kiedy Nikodem już się w nią ubrał na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.

Nik wyglądał naprawdę śmiesznie. Koszulka strasznie opinała mu się na ramionach i kończyła się przed pępkiem. Wystarczyłby najmniejszy jego ruch, by pękła w szwach.

– Chyba jednak ją zdejmę – zasugerował, ale nawet się nie poruszył. – Będziesz musiała mi pomóc, bo inaczej ta koszulka pęknie.

– Spokojnie. Nic się nie stanie, jeśli szwy nie wytrzymają. Jestem dobrą krawcową i z łatwością ją pozszywam – zażartowałam.

– Nie chcę, żebyś musiała tłumaczyć twojemu tacie, co się z nią stało.

Ostrożnie podniósł ręce do góry, ale i tak usłyszałam cichy odgłos puszczających szwów.

– No dalej, ściągaj, bo sam nie dam rady – uśmiechnął się łobuzersko.

Miałam wrażenie, że trochę mnie prowokował.

Różnica wzrostu między nami spowodowała, iż musiałam wejść na wannę, by móc w ogóle zacząć myśleć o ściąganiu tej koszulki.

Kiedy przechodziła przez jego ręce musiałam nawet stanąć na palcach, ale udało mi się ją zdjąć bez jej uszkodzenia.

Gdy już miałam ją w ręku, palce ześlizgnęły mi się z wanny i poleciałam w dół. Przed bolesnym i niebezpiecznym upadkiem uratowały mnie silne ramiona Nikodema, które w ostatniej chwili złapały mnie i podniosły do góry, jakbym ważyła mniej niż piórko (a nie ważyłam). Przycisnął me drobne ciało do swej masywnej piersi, a nasze twarze dzieliło od siebie zaledwie kilka centymetrów.

Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. W jego znów dojrzałam wilka i aż zadrżałam.

Nik wyczuł, że coś jest nie tak i wypuścił mnie z uścisku, delikatnie stawiając na mokrej podłodze.

– Coś się stało? – zapytał niepewnie.

Czułam się dziwnie. Lubiłam jego bliskość, ale te wilcze oczy…

– Nie, nic. Wszystko w porządku – wychrypiałam i zaczęłam zbierać mopem wodę z podłogi.

Nik przerwał mi to zajęcie, łapiąc mnie delikatnie za rękę. Jego ciepły dotyk działał na mnie doprawdy kojąco. Nie podniosłam głowy, więc sam uniósł mój podbródek, a wtedy spojrzał mi prosto w oczy.

– Bianko, nie chcę, żebyś się mnie bała – wyszeptał prawie bezgłośnie – Jestem tu po to, by cię chronić.

– Ale przed czym? – próbowałam się dowiedzieć.

Puścił mój podbródek i westchnął smutno, może nawet trochę niecierpliwie.

– O niektórych sprawach naprawdę lepiej nie wiedzieć.

– Już to mówiłeś – uniosłam trochę głos. – Ktoś dybie na moje życie? – pytałam natarczywie, ale odpowiadało mi tylko jego milczenie. – Gdybyś mi powiedział, mogłabym sama się  przed tym uchronić.

– Uwierz mi, że nie ochroniłabyś się – rzekł trochę chłodniejszym tonem.

Oboje zaczęliśmy się już denerwować.

– Pewnie, że nie zdołam, bo nie mam zielonego pojęcia, co to jest!

Przesadziłam.

Nik zrobił kilka kroków w stronę drzwi. Chyba postanowił opuścić mój dom. Zatrzymał się na progu łazienki, zabrał swoją bluzę i lekko odwrócił głowę w moją stronę.

– Będę w pobliżu – poinformował mnie oficjalnym tonem i wyszedł, zostawiając swoje mokre spodnie, a ja zostałam ze swoją niewiedzą i zdezorientowaniem wśród mojej małej powodzi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  6 796  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Kamila C. o książkach, urozmaicone szczyptą własnej twórczości ")

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 6796

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl