Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 860 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Po drugiej stronie życia

czwartek, 02 czerwca 2016 11:17

Rozdział czwarty

Kiedy Nina rano otworzyła oczy i rozejrzała się wokoło, była w takim szoku, że aż zaniemówiła. Przecież to jest pokój, jaki zajmowała podczas każdego pobytu u Babci. Gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej. Ta sama jasna tapeta w kwiaty, stary, ale elegancki stolik wraz z krzesłem tuż przy jednej ze ścian, duża ciemna szafa, te same firanki w oknach i jej torba podróżna leżąca na podłodze obok rozpiętego plecaka. To właśnie widok tych dwóch ostatnich rzeczy przywrócił jej pamięć. Widocznie zmęczenie i stres, jakich doświadczyła poprzedniego dnia, wywołały zamęt w jej głowie. Z drugiej strony, gdyby nie była wtedy taka zmęczona, wręcz padająca z nóg, miałaby ogromne problemy z zaśnięciem. Zapewne ze łzami w oczach patrzyłaby całą noc w okno, przypominając sobie, jak to kiedyś Damian rzucał w nie kamyczkami, by zmusić ją do wymknięcia się z domu. Świadomość, iż już nigdy tego nie zrobi, dobijała ją bardziej niż lawina kamieni spadająca na głowę. Potrząsnęła nią zdecydowanie. Jeśli chciała jakoś przeżyć ten okres czasu, jaki miała przebywać w tym miejscu, nie mogła zadręczać się takimi myślami. I bez tego było jej bardzo ciężko.
Bez zbędnego ociągania się wstała z łóżka, by udać się do kuchni po coś do picia. Ogarnęło ją zdziwienie, kiedy mimo wczesnej pory ujrzała tam krzątającą się z uśmiechem na ustach Babcię. Nie wyglądała, jakby coś miało jej dolegać. Po prostu tryskała energią.
– Witaj, wnusiu! – zawołała radośnie staruszka, kiedy tylko ujrzała Ninę.
Dziewczyna odpowiedziała jej słabym, zdziwionym uśmiechem.
– Zrobiłam ci śniadanie – oznajmiła Babcia, stawiając na stole talerz z parującymi jeszcze goframi. Na ten widok Ninie napłynęła do ust ślinka, bo przecież nie jadła od dobrych kilkunastu godzin, więc jej żołądek zaczął dopominać się jedzenia, jednak znowu mimowolnie powróciła do krainy wspomnień. Gofry zawsze kojarzyły jej się ze wspólnymi posiłkami z Babcią … i Damianem. Staruszka przyrządzała je zawsze wtedy, gdy Nina oznajmiała jej, że Damian zje z nimi obiad, śniadanie, kolację, to nie miało znaczenia. Liczyły się tylko gofry, które Babcia przyrządzała jak prawdziwy szef kuchni. Tyle było śmiechu w czasie tych wspólnych posiłków. Damian zawsze umiał rozśmieszyć towarzystwo…
Nie! Znowu ten Damian! Przecież miała o nim nie myśleć!
– Babciu, niepotrzebnie się fatygowałaś. Przecież sama mogłabym przygotować sobie śniadanie. jestem tu po to, żeby ci pomóc, a nie przysparzać dodatkowych kłopotów – powiedziała karcącym tonem, przez który przebijała się nuta lekkiego rozbawienia.
Babcia prychnęła z dezaprobatą i podejrzliwością, po czym złapała się pod boki.
– Niech zgadnę – rzekła tonem, który zawsze przyprawiał Ninę o podejrzenie, iż Babcia dowiedziała się o jakichś jej wybrykach. – Mój nadopiekuńczy, ale nieznoszący sprzeciwu syn razem ze swoją trochę tylko despotyczną żoną wmówili ci, że jestem strasznie chora i nie dam rady sama dłużej mieszkać, tak? – zasugerowała, marszcząc brwi, co nadawało jej coś z groźnego wyglądu. Na sam widok Nina uśmiechnęła się pod nosem, ale nic nie odpowiedziała, bo po co utwierdzać starszą kobietę w przekonaniu, że jej syn i synowa są manipulatorami, i jak się również okazuje, kłamcami?
– Posłuchaj mnie, Ninko – mówiła dalej Babcia, już swoim normalnym, babcinym głosem. – Jestem już stara, więc mam prawo trochę chorować i to nic nadzwyczajnego, że czasem, podkreślam, czasem, a nie nieustannie bolą mnie nogi. Wiem, że przyjazd tutaj był dla ciebie trudną decyzją, więc jeśli jesteś tu tylko z rozkazu rodziców, to możesz spokojnie wracać do domu. Radzę sobie świetnie i jeszcze przez długi czas tak pozostanie. – Babcia powiedziała to wszystko z uśmiechem na twarzy bez żadnego wyrzutu, jednak Nina i tak poczuła się fatalnie. Nie chciała, by Babcia myślała, że przyjechała tu tylko i wyłącznie z powodu nacisków, a właściwie rozkazu rodziców.
– Ależ skąd! – zaprzeczyła od razu, co już na wstępie wydało się bardzo podejrzane. – Rodzice tylko utwierdzili mnie w przekonaniu, że powinnam cię odwiedzić na dłużej – skłamała bez wahania. – A poza tym, oni zrobili się na tyle nieznośni, że przyjazd tutaj był dla mnie ratunkiem – dodała po chwili żartobliwie, co wcale nie było wierutnym kłamstwem.
Babcia pokręciła z uśmiechem głową i zasiadła do stołu. Nie zamierzała jednak zmieniać tematu. Ta nagła wizyta wnuczki, której nie widziała przez trzy lata, wydawała jej się bardzo podejrzana. Zresztą mina Niny tez nie była aż nadto przekonująca.
– Posłuchaj, Ninko – mówiła dalej staruszka – niezmiernie cieszę się z twojego przyjazdu i strasznie chciałabym, żebyś została, bo bardzo za tobą tęskniłam, ale ze względu na przeszłość – zawahała się, gdyż zauważyła cień niepokoju, który przemknął po twarzy wnuczki oraz jej szybkie mruganie powiekami, co mogło świadczyć o powstrzymywaniu łez – nie będę zatrzymywać cię tu na siłę – dokończyła z trudem.
Nina cieszyła się, że Babcia ją rozumie, jednak nie miała najmniejszego zamiaru wyjeżdżać. Przecież dopiero co tu przyjechała. Co prawda pobyt w tym miejscu był dla niej trudny i mogła mieć kłopoty z ukrywaniem tego, ale musiała chociaż spróbować stawić czoła lękom przeszłości.
– Chcę tu być – oznajmiła stanowczo i szybko ugryzła kawałek gofra.
Babcia uczyniła to samo, przez co w kuchni na kilka długich chwil zapadło milczenie. Przerwała je Nina, przypomniawszy sobie o opustoszałych domach we wsi. Nie mogła nie zapytać o to swojej babci.
Staruszka trochę się zmieszała, kiedy usłyszała jej pytania. Długo jadła napoczętego gofra, jakby celowo zwlekała z udzieleniem odpowiedzi, co wzbudziło u Niny cień podejrzenia. Idąc wczoraj główną drogą, odniosła wrażenie, że ludzie, którzy zdecydowali się na wyjazd stąd, uczynili to w pośpiechu. Świadczyły o tym pozostawione na podwórkach różne rzeczy takie jak taczki, małe rowerki czy dziecięce zabawki w przydomowych piaskownicach. Zupełnie jakby właścicielom szkoda było czasu na zrobienie z tym porządku. No i gdzie się podziały nocne reprezentacje wakacyjnej młodzieży? Żadnych ognisk ani nocnych spotkań? Przecież to była niemal tradycja wśród tutejszych młodych ludzi. Zamknięcie sklepu też pozostawało zagadką. Co się działo z tą wioską?
– Babciu? – zagadnęła Nina, gdyż chciała jak najszybciej uzyskać choć strzępki wyjaśnień.
Staruszka z lekkim, prawie niezauważalnym westchnieniem odsunęła na bok swoje nakrycie, po czym spojrzała na wnuczkę wzrokiem, który mógłby uchodzić za normalny i opanowany, a jednak kryło się w nim wahanie i niepewność, jakby kobieta zastanawiała się, czy powiedzieć prawdę. W końcu wzruszyła ramionami.
– Wiesz, jak to jest. Ludzie szukają lepszych warunków, lepszej pracy, a tutaj raczej tego nie znajdą – wyznała spokojnie, choć dla Niny wyjaśnienie to było nieco naciągane. Nie mogła też oprzeć się wrażeniu, że Babcia próbuje coś przed nią ukryć. Nie zdążyła się jednak nad tym głębiej zastanowić, gdyż staruszka od razu zmieniła temat.
– Wyjaśnij mi teraz, dlaczego wczoraj dotarłaś do domu tak późno – poprosiła.
Nina zaczęła się śmiać na samo wspomnienie wczorajszych przygód albo inaczej mówiąc niesamowitego pecha, jaki ją dopadł. Opowiedziała o niewłaściwej stacji, na której przez pomyłkę wysiadła i o spędzeniu w jej pobliżu kilku ładnych godzin w upale. Nie wspomniała tylko o głosie, który kazał jej się obudzić. Później przeszła do opowiadania o swojej wędrówce przez wioskę, a kiedy dotarła do momentu przejścia obok studni i już miała powiedzieć o dziwnej sytuacji, w jakiej się wtedy znalazła, w jej głowie pojawił się głos.
Nie mów o tym! Nikomu ani słowa!
To nie była prośba, lecz surowy rozkaz i to w dodatku tak głośny, że Nina odruchowo podskoczyła na krześle i zaczęła się trząść. Przez chwilę zapomniała, gdzie w ogóle jest. Ogromnie się przestraszyła. Wyprowadziło ją to z równowagi do tego stopnia, iż nie mogła opanować drżenia rąk, ani zebrać myśli.
Co to miało, do cholery, być?! Dlaczego ma o tym nie mówić? I dlaczego została poinformowana o tym w tak gwałtowny i ostry sposób?
Podskoczyła ponownie, gdy poczuła na ramieniu drobną dłoń Babci. Podniosła swój roztrzęsiony wzrok. Staruszka wyglądała na porządnie zaniepokojoną i zatroskaną, co postarzało ją o parę lat.
– Wszystko w porządku, kochanie? – zapytała, wnikliwie wpatrując się we wnuczkę.
Nina wzięła głęboki oddech. Musiała szybko wymyślić jakieś logiczne, wiarygodne wytłumaczenie swojego nagłego dziwnego zachowania. Nie zamierzała bowiem mówić nikomu o głosie, który od czasu do czasu pojawiał się w jej głowie, a na dodatek wydawał jej rozkazy.
Spojrzała jeszcze raz na Babcię, potrząsnęła głową i w końcu się uspokoiła. Zdobyła się nawet na lekki uśmiech.
– Nic mi nie jest. To tylko… nagły skurcz – wydusiła.
Babcia uniosła do góry brwi.
– Skurcz? – Dziwiła się.
– Tak, skurcz. Ale już przeszedł. – Uśmiechnęła się i zaczęła sprzątać ze stołu. – Mamy jakieś plany na dziś? – zapytała naturalnym głosem, myjąc już naczynia.
Babcia usiadła z powrotem na krześle.
– Chciałam zająć się dzisiaj ogródkiem. Po ostatnich deszczach wyrosło w nim sporo chwastów.
Nina skinęła głową, po czym wytarła mokre dłonie w ścierkę.
– Dobrze, zajmę się tym – zaoferowała ochoczo. – Rozpakuję się, ubiorę i wyruszam na walkę z chwastami.
Babcia chciała zaprotestować, ale Nina nie zamierzała jej słuchać.
– Skoro już tu jestem, muszę się na coś przydać, a ty, babciu, odpocznij sobie w tym czasie – powiedziała i tym samym zakończyła rozmowę na ten temat. Praca w ogródku dla osoby starszej na pewno nie była prostym zadaniem, a Nina nie zamierzała pozwolić, by Babcia naraziła przez to na szwank swoje zdrowie.
Wyjęła z torby wygodny dres, umyła się i ubrała, by w końcu zająć się wypakowywaniem torby podróżnej. Wzięła do ręki zdjęcie Damiana, ale po długim wahaniu odłożyła je z powrotem. Na razie nie była jeszcze gotowa, by w tym pełnym wspomnień miejscu przysparzać sobie bólu.
Większość rzeczy, które ze sobą zabrała, były wygodnymi strojami nie nadającymi się raczej na jakieś wyjścia. Nina nigdy nie pokazałaby się w nich publicznie. Ubrań wyjściowych nie spakowała wiele, gdyż na dobrą sprawę nie zamierzała ruszać się poza granice posiadłości Babci, no może poza wyjściem w niedzielę do kościoła. Nie przyjechała tu przecież po to, by udzielać się towarzysko. Jej cel to pomoc Babci.
Kiedy rozpakowała się, a potem schowała torbę podróżną pod łóżko, otworzyła okno, żeby wpuścić do pokoju trochę świeżego powietrza. Mimo wczesnej pory już było duszno i gorąco. Zapowiadał się kolejny upalny dzień, z lekkimi, rzadkimi podmuchami wiatru. Nina postanowiła czym prędzej zabrać się do walki z chwastami, aby skończyć przed największym upałem i nie smażyć się w południowym słońcu.
Spojrzała na leżący na podłodze plecak. Jego też przydałoby się rozpakować, ale nie była to taka pilna sprawa. Zajmie się tym później.
Wyszła z pokoju, kierując się w stronę drzwi wyjściowych. Minęła Babcię, która posłała jej promienny uśmiech.
Kiedy znalazła się już na dworze, mogła zauważyć pewne zmiany, jakie zaszły na terenie babcinej posiadłości. Liczne rabaty z kwiatami zniknęły, a ich miejsce zajmowała wysoka trawa z pojawiającymi się gdzie niegdzie chwastami. To taka szkoda, gdyż Babcia hodowała naprawdę śliczne kwiaty! Najwidoczniej stan zdrowia nie pozwalał jej już na zajmowanie się rabatkami. Nina zdała sobie sprawę, że przybywszy wieczorem pod drzwi tego domu, czegoś jej brakowało. Teraz wiedziała już, iż chodziło o zapach kwiatów. Po prostu go wtedy nie czuła. To, co zawsze kojarzyło jej się z tym miejscem, również zniknęło i czuła z tego powodu niepowetowaną stratę.
Ruszyła dalej w kierunku ogródka, mijając po drodze huśtawkę, na której tak często wygłupiała się z Damianem. Wróciły do niej wspomnienia. Już niemal widziała ich radosne twarze, kiedy razem się na niej huśtali i słyszała wesołe śmiechy, które prawie zawsze towarzyszyły ich zabawom. Nie wiedziała, jakim cudem zdołała powstrzymać się w tym momencie od łez. Patrzyła tylko otępiałym wzrokiem na rdzewiejącą, zapewne od lat nieużywaną huśtawkę. Pamiętała, że gdy zaczęła rdzewieć, Damian obiecał, iż przyniesie farbę i oboje ją pomalują. Niestety nie zdążyli tego zrobić.
Nina nie mogła dłużej patrzeć na huśtawkę, bo to wprowadzało ją tylko w nostalgiczny nastrój i w każdej chwili mogła wywołać niepohamowany wybuch płaczu. Nie chciała tego, toteż już bez zbędnego rozglądania się poszła w końcu do ogródka.
Babcia miała rację, mówiąc o chwastach. Rozprzestrzeniły się prawie na cały ogródek. Niektóre były naprawdę wysokie i już rozrzucały wkoło siebie kolejne nasiona. Jeśli Nina chciała uporać się z tym do południa, musiała natychmiast zabrać się do pracy. Podwinęła nogawki dresów, by nie zmoczyły ich krople rosy, które błyszczały jeszcze na niektórych liściach i łodygach roślin. Zabrała parę rękawic ogrodniczych ze stojącej nieopodal drewnianej budki z narzędziami, nieużywanymi sprzętami i innymi rupieciami. Szybko jednak wyszła stamtąd, w ogóle się nie rozglądając, gdyż bała się, iż ujrzy kolejne rzeczy, które przypomną jej o Damianie.
Nie ociągając się dłużej, zabrała się do wyrywania chwastów. Zaczęła od miejsca, gdzie drzewa z sadu rosnącego obok rzucały zbawienny cień i przesuwała się razem z nim. Odczuwała jeszcze uciążliwe skutki wczorajszego nadmiernego nasłonecznienia. Piekła ją skóra na rękach, a twarz w dalszym ciągu pozostawała zarumieniona, więc wolała nie wystawiać się na działanie słońca. Aż cud, że nie wyskoczyły jej piegi, ale w gruncie rzeczy, wszystko jeszcze przed nią.
Pomimo uczucia chłodu, jaki zapewniał jej cień rzucany przez sad, po plecach Niny spływała strużka potu, a kosmyki włosów przylepiały się do mokrego czoła i szyi, a niektóre chwasty wymagały użycia jakiegoś narzędzia pomocniczego, by w ogóle można było usunąć je z ziemi. Była zmęczona i spragniona, ale cieszyła się, że ma jakieś zajęcie. Wyrywanie chwastów pozwalało jej na oderwanie się od myśli o Damianie i o tym, że dzisiaj znów usłyszała jego głos. To, co jej powiedział, a raczej rozkazał, pozostawało nie lada zagadką. Niby dlaczego ma nikomu nie mówić o głosach, jakie wydobywały się ze starej studni? Skoro tam dzieje się coś dziwnego, mieszkańcy powinni o tym wiedzieć. Nie zamierzała jednak lekceważyć woli zmarłego przyjaciela. Zachowa milczenie w tej sprawie. Z drugiej strony myśl, że coś jest w studni, nie dawała jej spokoju. Co to mogło być? Czyżby jakieś nierozważne dzieciaki urządziły sobie zabawę w jej wnętrzu? Nie, to wykluczone. Dostanie się do studni stanowiło nie lada wyzwanie nawet dla dorosłego człowieka. Jak zresztą tam zejść bez pomocy lin albo innego sprzętu? Nina mogłaby przysiąc, iż niczego takiego tam nie było. Mogłaby też przysiąc, że coś rzeczywiście ją wtedy goniło i niewątpliwie czaiło się gdzieś w pobliżu. Czuła wtedy zagrożenie i strach. Nawet teraz, gdy tylko sobie o tym przypominała, przez jej ciało przebiegał dreszcz. Nie zamierzała jednak tak tego zostawić. Choć głos Damiana kazał jej trzymać się z daleka od tego miejsca, postanowiła ten zakaz złamać. Ciekawość okazała się silniejsza niż strach. Zresztą gdyby tam czaiło się coś niebezpiecznego, na przykład jakiś psychopata, ktoś powinien to odkryć i powiadomić o tym odpowiednich ludzi. Postanowiła, że pójdzie to tej studni, choćby nie wiadomo jak bardzo się bała, kiedy tylko będzie miała chwilę wolnego czasu. Może to pomoże jej w dawaniu sobie rady z przeszłością.
Nina tak zajęła się tą myślą, że nawet nie zauważyła, kiedy słońce zmieniło swoją pozycję, a co za tym idzie, zmieniła się także lokalizacja cienia. Skóra na rękach zaczęła ją piec jeszcze bardziej, a na koszulce, jaką miała na sobie, próżno było szukać suchego miejsca. Westchnęła i z powrotem przesunęła się w cień. Niedługo będzie musiała zrobić sobie przerwę, bo inaczej zaraz tutaj padnie. Jej organizm rozpaczliwie domagał się wody, a skóra chłodu.
Stwierdziła, że praca w taką pogodę nie ma sensu. Jeszcze chwila, a przestanie odróżniać warzywa od zwykłego zielska. Postanowiła dokończyć pielenie grządki marchewek i iść do domu. Resztą zajmie się wieczorem, gdy słońce przestanie tak dopiekać, a temperatura spadnie o kilka stopni. Babcia nie będzie miała nic przeciwko takiemu obrotowi sprawy. W końcu pielenie ogródka to chyba nie najpilniejsza praca na świecie.
Kończyła właśnie wyrywanie chwastów z ostatniej grządki marchewek i już miała podnieść się z kolan, kiedy tuż przy niej padł jakiś cień. W pierwszej chwili myślała, że to Babcia przyszła zobaczyć, jak jej idzie, ale wystarczył jeden rzut oka, by wiedzieć, że to jednak nie ona. Cień przedstawiał sylwetkę zdecydowanie szczupłą i wysoką, a żadna z tych cech nie pasowała do Babci. Mogła stwierdzić, że to męska sylwetka. Przestraszyła się. Po wczorajszych przeżyciach byle co mogło przyprawić ją o szybsze bicie serca. W końcu podejrzana studnia znajdowała się niedaleko.
Chwyciła do ręki leżącą obok motykę, by w razie czego mieć się czym bronić.
Cień zbliżył się do niej, a przed jej oczami ukazała się para sfatygowanych trampek.
– Cześć, Nino. – Usłyszała nad głową męski, przyjazny głos i zamarła. Ten głos łudząco przypominał głos Damiana! Nie, to niemożliwe! Damian nie żyje, a ona od tego przebywania na słońcu ma omamy słuchowe.
Jej serce zabiło mocniej. Bała się unieść wzrok. Bała się zrobić jakikolwiek ruch.
– Wszystko w porządku? – zapytała postać, a Nina odniosła wrażenie, że ten ktoś lekko się nad nią pochyla.
Wzięła głęboki oddech i w końcu odważyła się spojrzeć w górę. Ostrożnie uniosła głowę, jakby bała się, że za ten czyn spotka ją jakaś kara. W końcu jej oczom ukazała się sylwetka młodego chłopaka, który wpatrywał się w nią zaniepokojonymi brązowymi oczami.
Nina złapała się za serce, wstrzymując oddech. Była w kompletnym szoku. Nie wiedziała, co robić. Wpatrywała się w oczy Damiana, a on przecież nie żyje od prawie trzech lat!
Chciała coś powiedzieć, wezwać pomoc, zrobić cokolwiek, ale nie zdążyła. Zemdlała.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  7 081  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Kamila C. o książkach, urozmaicone szczyptą własnej twórczości ")

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 7081

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl