Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 195 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Podrugiej stronie życia

niedziela, 29 czerwca 2014 14:51

Następny dzień przyniósł Ninie kolejną porcję nerwów, gniewu, rozczarowania i smutku, choć na początku nic na to nie wskazywało.

Wstała z łóżka kilka minut po ósmej, po czym ze spokojem malującym się na twarzy zasiadła do śniadania. Rodzice i Krystian już czekali na nią przy stole. Przywitała się z nimi, zauważając, że rodzice są spokojni tak jak ona. Po wczorajszej scysji nie spodziewała się po nich takiej reakcji, więc w jej głowie zakwitły podejrzenia, iż znowu wpadli na jakiś genialny plan dotyczący jej przyszłości, by zapewne już niedługo ją o tym poinformować.  Zgodnie ze złożoną sobie wczoraj obietnicą Nina postanowiła panować nad sobą, choćby nie wiadomo co i normalnie rozmawiać z rodzicami. Przemyślała sobie wszystko przed snem i doszła do wniosku, że rzeczywiście jest dla nich trochę niesprawiedliwa. Jej najbliższa rodzina przez ostatnie trzy lata miała z nią naprawdę ciężko, a mimo to nigdy nie wypominali jej tego okropnego zachowania, jakie musieli cały czas znosić, więc należało im się więcej szacunku, a także podziękowania za ich wytrwałość i za to, że nie wyrzucili jej z domu. Sama wielokrotnie zastanawiała się, jakim cudem im się to udało. Najwidoczniej musieli ją naprawdę bardzo kochać, a wszystko co dla niej robili musiało być dowodem tej miłości, choć ona nie zawsze to rozumiała. A może tylko tyle wystarczyło zrobić, by wszystko było lepsze i prostsze – zrozumieć. Jednak aby do tego doszło, musieli zrozumieć również jej rodzice. Zrozumieć, że jej życie jest jej życiem, a ona jest już na tyle dorosła i odpowiedzialna, że sama potrafi o nim zadecydować. W końcu dlaczego tylko ona miała się starać? To było nie w porządku.

Nina najpierw zmarszczyła brwi, a potem w zamyśleniu pokręciła głową. Znowu zaczynała rozumować tak, jak zbuntowana rozwścieczona dziewczyna występująca przeciwko rodzicom, którą była poprzedniego dnia, a przecież to stanowiło sprzeczność z jej obietnicą. Na szczęście zdołała przywołać się do porządku, zanim te myśli pobiegły dalej.

– Czy nadal zamierzasz realizować swój plan związany z pracą w restauracji? – zapytała niespodziewanie Mama. Jej głos był zupełnie normalny i wręcz przepełniony spokojem. Nie patrzyła jednak na córkę. Wzrok miała utkwiony w kromce chleba, którą właśnie smarowała masłem.

Nina odebrała to jako zły znak. Skoro mama wcale na nią nie patrzyła, znaczyło to tylko jedno – cały czas jest na nią zła, a jej spokój jest tylko powierzchowny. To samo można powiedzieć o Tacie, którego twarz zasłaniał egzemplarz wczorajszej gazety. Tylko Krystian zachowywał się normalnie, czyli pałaszował zalane mlekiem czekoladowe kuleczki, udając, że w tym momencie nic innego go nie interesuje. Po jego twarzy przemknął jednak cień niepokoju. Najwyraźniej i on żywił jakieś podejrzenia co do zachowania rodziców. Biedak. Był jeszcze dzieckiem i żadne unoszenie głosu nie wpływało na niego dobrze.

Nina westchnęła sobie w duchu. Dałaby wiele za to, by być teraz na jego miejscu i znów stać się dziewięcioletnim dzieckiem, dla którego największy problem stanowiło to, że jego nowa gra komputerowa nie jest tak dobra, jak myślało albo że przegapiło odcinek swojej ulubionej kreskówki lub jakiegoś serialu na Disney Channel. Oddałaby wszystko, by w tym momencie jej głowę zaprzątały tylko takiego rodzaju problemy.

Ponownie westchnęła w duchu, a potem najspokojniej jak umiała, udzieliła matce odpowiedzi.

– Tak. Po śniadaniu idę złożyć tam dokumenty.

– I jesteś absolutnie pewna, że nie chcesz iść na studia? – zapytał tym razem ojciec, przewracając powoli stronę gazety. – To twoja ostateczna decyzja?

– Tak – odpowiedziała uprzejmie, ale stanowczo.

Rodzice wymienili porozumiewawcze spojrzenia, co trochę zaniepokoiło Ninę. Oni niewątpliwie coś knuli, ale najwyraźniej nie chcieli jeszcze ujawniać swoich planów. To nawet dobrze, bo jeśli miałoby to rozpętać kolejną kłótnię, lepiej, by odbyła się ona wieczorem, by nikt od samego rana nie chodził struty.

Nina czym prędzej zjadła śniadanie, pożegnała się grzecznie z rodziną i wyszła z domu, kierując się w stronę centrum miasta. Postanowiła zafundować sobie mały poranny spacer zamiast jazdy autobusem. Szła szybkim krokiem, a lekki wiatr rozwiewał jej włosy, sprawiając, że cały czas opadały jej na oczy. Strasznie jej to przeszkadzało, ale Mama już dawno temu oduczyła ją związywania włosów w koński ogon, twierdząc, iż taka fryzura w ogóle do niej nie pasowała i w tym jednym z nielicznych przypadków miała akurat rację, a Nina doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Związywała włosy tylko podczas wykonywania prac domowych lub na lekcjach wychowania fizycznego, gdzie stanowiło to obowiązek, a pokazując się publicznie, zawsze miała je rozpuszczone. Musiała zatem męczyć się teraz z nieposłusznymi pasmami utrudniającymi jej widoczności. W końcu zdenerwowało ją to do tego stopnia, że zaczęła szukać w torbie opaski do włosów, którą zawsze wolała mieć pod ręką na wypadek właśnie takich sytuacji.

Stanęła przy krawężniku, chcąc przejść przez jezdnię. Rozejrzała się, czy nie nadjeżdża żaden pojazd. Jezdnia była pusta. Postawiła więc jedną nogę na pasach, po czym ruszyła dalej ze wzrokiem utkwionym we wnętrzu swojej torby. Gdzie podziała się ta opaska?

Nina była już prawie w połowie drogi na drugą stronę ulicy, kiedy nagle usłyszała przerażony męski głos. Głos wypowiedział tylko jedno słowo: Uciekaj!

Nina zadrżała pod jego wpływem. Wydawał jej się znajomy i dochodził jakby z wnętrza jej głowy, a nie z zewnątrz. Do kogo należał? Czy na pewno go „usłyszała”? I dlaczego miałaby uciekać?

Zrozumiała to ułamek sekundy później, gdy usłyszała ryk silnika rozpędzonego samochodu oraz paniczne krzyki przechodniów. W końcu uniosła wzrok i dosłownie zamarła. Ujrzała czerwone sportowe bmw pędzące prosto na nią. Wiedziała, że powinna uciekać, odskoczyć albo zrobić cokolwiek innego, by się ratować, ale wszystkie części ciała odmówiły jej posłuszeństwa. Wstrzymała oddech, utkwiwszy wzrok w światłach zbliżającego się nieuchronnie czerwonego auta. Czuła zbliżającą się śmierć. Jeszcze chwila, a zostanie po niej tylko czerwona plama na jezdni. Nie było żadnych migawek z jej życia, które w takich momentach rzekomo się pojawiały, żadnych wspomnień tylko dziwna pustka i paraliżujący strach. Pomyślała o Damianie. Czy i on czuł to samo, kiedy spadał? Nie miała pojęcia. Serce podskoczyło jej do gardła. Już żegnała się z życiem, kiedy ponownie usłyszała w głowie ten głos.

Uciekaj, do jasnej cholery!

To podziałało na nią jak kubeł zimnej wody. Usłyszała pisk hamujących opon. Maska samochodu już prawie w nią uderzyła, ale Nina zdążyła odskoczyć dosłownie w ostatniej chwili. Upadła na twardą jezdnię. Poczuła piekący ból w łokciach. Zdarła z nich skórę do krwi, ale przecież uszła z życiem, choć nie była w stanie podnieść się na nogi. Trzęsła się na całym ciele, pozostając w szoku.

Czerwone bmw w końcu się zatrzymało. Wybiegł z niego młody, rozwścieczony mężczyzna o długich blond włosach zebranych do tyłu w kucyk i o błękitnych oczach, które teraz pociemniały ze złości.

Nina zadrżała ze strachu przed nim. Wyglądał, jakby chciał ją rozszarpać na strzępy. Mimo szoku skurczyła się w sobie, kiedy się nad nią pochylił i to wcale nie z zamiarem udzielenia jej pomocy.

– Gdzie ty masz oczy?! Ślepa jesteś, czy co?! – krzyczał na nią z furią, a ona nie miała siły się bronić. Czuła, jak z jej łokci cieknie krew. Myślała, że zaraz się rozpłacze. Na szczęście z pomocą przyszło jej małżeństwo w średnim wieku. Para ostrożnie pomogła jej podnieść się z jezdni, a kiedy upewniła się, że nic poważnego się nie stało, stanęła w jej obronie.

– Proszę na nią nie krzyczeć. Przecież była na pasach, a poza tym tu obowiązuje ograniczenie prędkości do czterdziestu kilometrów na godzinę, a pan jechał co najmniej osiemdziesiąt – oznajmił trochę uniesionym tonem mężczyzna w średnim wieku. Wciąż trzymał Ninę pod rękę, by z tego wszystkiego nie upadła.

Tłum gapiów otaczał ich ze wszystkich stron, a to dodatkowo dekoncentrowało Ninę. Czuła się zagubiona i winna. Nigdy nie lubiła być w centrum uwagi, a teraz wszystkie pary ciekawskich oczu były skierowane właśnie na nią. Jęknęła w duchu, gdyż nie była jeszcze w stanie wydobyć z siebie głosu. Kierowca bmw wciąż patrzył na nią jak na zbrodniarza drogowego. Wyraz jej bladej, przerażonej, ledwo żywej twarzy najwidoczniej nie robił na nim żadnego wrażenia.

– Następnym razem bądź bardziej ostrożna, bo możesz nie mieć tyle szczęścia – wycedził przez zaciśnięte zęby, po czym wrócił do swojego samochodu i odjechał z piskiem opon. Małżeństwo, które podtrzymywało Ninę jednocześnie pokręciło głowami, ale ona sama odetchnęła z ulgą. Cieszyła się, że ten okropny mężczyzna odjechał. Nie wytrzymałaby w jego towarzystwie już ani chwili dłużej.       

– Moje biedactwo. Na pewno nic ci nie jest? – zapytała troskliwie pomagająca jej kobieta. Nina już chciała to potwierdzić, kiedy nadjechała karetka pogotowia. Tylko tego jej jeszcze brakowało! Chyba nie zamierzali zabrać jej do szpitala? Chciała po prostu wrócić do domu, by uciec przed spojrzeniem tych wszystkich ciekawskich par oczu.

Dwóch sanitariuszy zabrało ją mimo jej sprzeciwów do karetki. Tam uznano, że na szczęście nie doznała żadnych poważnych obrażeń, opatrzono jej poranione łokcie, wykluczono wstrząs mózgu i puszczono ją do domu. Małżeństwo, które się o nią zatroszczyło, było tak miłe, że nie spiesząc się, odprowadziło ją niemal pod same drzwi domu. Gdyby nie oni, chyba nie byłaby w stanie tam dojść. Podziękowała im uprzejmie i odetchnęła z ulgą, kiedy znalazła się we własnej kuchni. Opadła na krzesło przy stole. Oparła zabandażowane łokcie na chłodnym blacie stołu i ukryła twarz w dłoniach. Jej ciałem od czasu do czasu wstrząsały silne dreszcze. W końcu z jej gardła wydobył się niekontrolowany szloch, a z oczu strumieniem popłynęły łzy. O mój Boże! Stanęła oko w oko ze śmiercią. Ułamki sekund dzieliły ją od przejścia na tamten świat! Kręciła głową za każdym razem, kiedy przed oczami stanął jej obraz pędzącego wprost na nią samochodu. Jeszcze chwila, a jej rodzina by ją opłakiwała albo właśnie identyfikowała jej ciało w kostnicy.

Nina oderwała w końcu dłonie od zapłakanej twarzy i rozejrzała się dookoła. W domu było tak strasznie cicho i pusto, jakby oprócz niej nie przebywał tu żaden żywy organizm. Akurat teraz, gdy Nina potrzebowała rozmowy, nikogo przy niej nie było. Musiała sobie radzić sama.

Nie mogła wyrzucić ze swojej głowy myśli o utracie życia. Dopiero w takim momencie zdała sobie sprawę z jednej rzeczy. Od momentu, w którym zginął Damian, setki razy myślała o śmierci. Wielokrotnie chciała znaleźć się na jego miejscu, a teraz, kiedy rzeczywiście mogła umrzeć, była przerażona. Może to tylko szok, a może rzeczywiście posiadała chęć życia większą, niż przez cały ten czas się jej wydawało. Miała zostawić ten świat tak bez pożegnania? Bez przeproszenia rodziny za swoje zachowanie i Babci za to, że jej nie odwiedzała? Nie, to nie mogło się w ten sposób skończyć.

– Nina? Coś się stało? – Usłyszała cichy, zaniepokojony głos swojego brata i aż podskoczyła. Myślała, że w domu nikogo nie ma. Musiała się szybko opanować, pozbyć łez z policzków i okiełznać dreszcze, by nie martwić Krystiana.

Młodszy brat usiadł naprzeciwko niej, patrząc na nią trochę podejrzliwie.

– Co ci się stało w łokcie? – zapytał, patrząc to na jej twarz, to na bandaże.

Nina szybko zabrała łokcie ze stołu i posłała bratu uspokajający, aczkolwiek niezbyt przekonujący uśmiech.

– Nic. Przewróciłam się i trochę zdarłam sobie skórę – wyznała, pomijając tylko fakt, że o mały włos nie wpadła pod koła rozpędzonego czerwonego sportowego bmw. – Gdzie rodzice? – spytała po chwili, mając na celu bardziej zmianę tematu niż rzeczywistą chęć dowiedzenia się o ich miejsce pobytu.

– Pojechali na cały dzień do babci. Wrócą wieczorem. Powiedzieli, że masz mi zrobić dobry obiad – odpowiedział spokojnie Krystian.

Nina zmarszczyła brwi. Dlaczego rodzice tak nagle wyjechali do Babci i to na cały dzień, nie wspominając jej słowem o tej wycieczce? Coś było ewidentnie nie tak.

– Dlaczego nie zabrali cię ze sobą? – zapytała podejrzliwie.

Chłopiec wzruszył ramionami.

– Nie chciało mi się jechać.  A poza tym powiedzieli, że muszą omówić z babcią bardzo ważną sprawę – odrzekł.

Jaką to bardzo ważną sprawę musieli omówić w tak nagłym tempie? Nina nie wiedziała, o co może im chodzić, ale nie miała dobrych przeczuć. Żadne nagłe decyzje rodziców nie przyniosły jej jeszcze niczego dobrego. Na domiar złego była prawie pewna, że ten niespodziewany wyjazd miał związek z nią. Ukryła na chwilę twarz w dłoniach, wydając z siebie przeciągłe westchnienie. Zapomniała o obecności brata do momentu, gdy usłyszała wymowne chrząknięcie. Spojrzała na niego przez rozsunięte palce.

– Głodny? – zapytała, choć spoglądając na wyraz jego twarzy, miała co do tego pewność.

Krystian w odpowiedzi pokiwał głową. Jak na chłopca w swoim wieku miał naprawdę wilczy apetyt, choć w ogóle nie było tego po nim widać.

Nina wstała od stołu i przechodząc obok swojego brata, zmierzwiła mu włosy, które miały ten sam kolor, co jej. Nie miała wielkiego natchnienia na wymyślne gotowanie, toteż zrobiła racuchy.

Kiedy jej brat był już najedzony, a naczynia pozmywane, poszła do siebie i rzuciła się na łóżko. Pogrążyła się w myślach, gdy skierowała wzrok na swoje opatrzone łokcie. Tak to się skończyło. Kilka obtarć zamiast kostnicy. Zadrżała na samą myśl o leżeniu bez życia na zimnym stole. Odruchowo podniosła się do pozycji siedzącej. Tak niewiele brakowało, gdyby nie ten głos…

No właśnie, głos. Nina nie miała pewności, czy rzeczywiście go słyszała. Może była to sprawka strachu i adrenaliny? Może wmówiła sobie, że coś słyszała. Potrząsnęła głową. Przecież musiał być jakiś głos. Gdyby nie on, w ogóle nie ruszyłaby się z miejsca, a czerwone bmw niechybnie by w nią uderzyło. Musiała słyszeć ostrzeżenie. Chociaż nie, tak naprawdę tego nie słyszała. Głos tak jakby zabrzmiał w jej głowie, co było jeszcze dziwniejsze. Najdziwniejsze jawiło się jednak to, że go rozpoznała. Przerażony, choć przyjazny, z tym charakterystycznym władczym zacięciem… Do kogo należał? Musiał do kogoś należeć. Była pewna, że kiedyś słuchała go często, jakby należał do osoby bardzo jej bliskiej. Tylko do kogo? Dlaczego to było dla niej takie ważne? Z jakiego powodu nie mogła sobie przypomnieć, skąd znała ten głos? Za dużo pytań na raz. Próbowała odtworzyć go w swojej głowie, ale nie zdołała. Słowa, które owy głos wypowiedział, przeminęły, należały już do przeszłości.

Wypuściła głośno powietrze z płuc i przejechała dłońmi po długich włosach. Wiedziała, że nie zazna spokoju, dopóki nie rozwiąże tej zagadki. Rozejrzała się po pokoju, który wyglądał raczej na pokój dojrzałej kobiety po przejściach a nie młodej dziewczyny. Nie znalazłoby się tam żadnych ozdób, plakatów z ulubionymi zespołami albo aktorami na ścianach, nic. Tylko jedno jedyne zdjęcie w czarnej ramce na szafce nocnej tuż przy łóżku. Nina z kolejnym głośnym westchnieniem wzięła je do ręki i przejechała dłonią po szybce. W geście tym kryło się sporo czułości.

– Och, Damianie – wyszeptała prawie bezgłośnie. W jej oczach pojawiły się łzy. Patrząc na wizerunek zmarłego przyjaciela ogarnęły ją tęsknota, żal i jeszcze większe wyrzuty sumienia. Nawet nie spostrzegła, kiedy do jej głowy wpadła pewna niepokojąca myśl. Zamarła, a ramka wypadła z jej rąk na miękki puszysty dywan. Nina złapała się za serce, a potem na kilka chwil wstrzymała oddech.

Nie! To niemożliwe! To przecież nie może być prawda!

Próbowała się uspokoić, a kiedy już to zrobiła i podniosła zdjęcie z dywanu, miała już całkowitą pewność, że głos, który usłyszała w swojej głowie, ten głos, który uratował jej życie, należał do Damiana.

 

Po tym szokującym odkryciu Nina nie wyszła ze swojego pokoju aż do powrotu rodziców. Przez cały ten czas albo trzymała jak największy skarb ramkę ze zdjęciem albo odkładała ją i zaciekle wpatrywała się w utrwalone odbicie nieżyjącego przyjaciela. Od chwili jego śmierci aż do teraz nie czuła tak wyraźnie jego bliskości. Jakby był tuż za ścianą. Wiedziała jednak, że jest to tylko złudzenie, jednak pomimo tego, że zginął właśnie przez nią, uratował jej życie. Chyba musiał nad nią czuwać. W tej chwili Nina zadrżała, gdyż uświadomiła sobie pewną rzecz. Skoro Damian nad nią czuwał, to mógłby być tuż obok niej jako duch albo coś w tym stylu. Poderwała się z łóżka jak oparzona. Zaciskając mocniej dłonie na ramce ze zdjęciem, rozglądała się niespokojnie po pokoju. Co, jeśli Damian rzeczywiście tu z nią był? Choć nic na to nie wskazywało, Nina postanowiła do niego przemówić.

– Damian? Jesteś tu? – szeptała bladymi z przejęcia ustami. – Jeśli tutaj jesteś, błagam, daj mi jakiś znak.

Czekała w napięciu, wodząc wzrokiem od jednego końca pokoju do drugiego, ale zupełnie nic się nie stało. Nie usłyszała głosu, nic się nie poruszyło, ani nie poczuła żadnego powiewu wiatru. Damiana przy niej nie było.

Opadła z powrotem na łóżko. No tak. Jak w ogóle mogła o tym pomyśleć? Przecież jej przyjaciel nie żyje. Nie ma go i nigdy nie będzie, nawet pod postacią ducha. Odszedł, zniknął, przepadł i już nigdy nie wróci. Nina nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, iż po jej policzkach płynęły łzy. Kiedy do pokoju weszła jej mama, by zobaczyć, co u niej i zawołać ją na kolację, wzrok miała utkwiony bezmyślnie w suficie, jakby była pogrążona w jakimś letargu. Nie reagowała na słowa. Zdawało się, że w ogóle ich nie słyszy. Wróciła do rzeczywistości dopiero wtedy, gdy poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Zadrżała i gwałtownie się podniosła. Odetchnęła z ulgą, kiedy jej zapłakanym oczom ukazała się postać matki.

– Co się stało? Dlaczego płaczesz? – zapytała smutno kobieta, widząc córkę w kompletnej rozsypce. Wszystko stało się dla niej jasne, ujrzawszy trzymane przez Ninę w drżących dłoniach zdjęcie. Natychmiast wyjęła je córce z rąk i z impetem odstawiła na szafkę.

– Posłuchaj mnie, córeczko, od śmierci Damiana minęły trzy lata. Trzy lata! A to naprawdę szmat czasu. Przestań się tym w końcu zadręczać, bo inaczej zwariujesz!

Nina prychnęła sobie w duchu. Kolejna lekcja życiowa, która do niczego się jej nie przyda. Jakim prawem jej matka mogła w taki sposób wypowiadać się o śmierci Damiana, skoro to nie ona była za nią odpowiedzialna?

– Kolacja na stole. Chodź szybko, bo musimy jeszcze porozmawiać – oznajmiła Mama, po czym wyszła, nie zamykając za sobą drzwi.

Nina szybko doprowadziła się do porządku, a potem zasiadła do stołu, przy którym siedzieli już rodzice i Krystian. Karoliny nie było. Tego dnia praktycznie od samego rana przebywała poza domem i załatwiała razem z Marcinem sprawę mieszkania, które postanowili wynająć. Wpadła do domu w południe, ale jej wizyta nie była dłuższa niż dziesięć minut.

Nina zazdrościła siostrze przeprowadzki. Karolina w pewnym sensie odzyskiwała wolność. Mogła zacząć nowe życie z dala od określonych zasad, które nie zawsze się akceptowało. Ale ona sama była na to skazana jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie znajdzie pracy i nie uzbiera odpowiedniej ilości pieniędzy wystarczającej na usamodzielnienie się.

No właśnie, praca! Przez ten dzisiejszy wypadek i głosy w głowie zupełnie zapomniała, że miała się udać z dokumentami do restauracji! Bezwiednie klapnęła się w czoło, co od razu przykuło uwagę rodziców. Dobrze, że miała na sobie bluzkę z długimi rękawami zasłaniającym opatrunki na łokciach. Swoją dzisiejszą przygodę zdecydowała się zachować w tajemnicy zwłaszcza przed rodzicami.

Zdjęła  dłoń z czoła, czując się naprawdę bardzo głupio po wykonaniu tego gestu. Mama i Tata na pewno snuli już daleko idące podejrzenia co do jej zachowania. Spojrzała na nich ukradkiem. Oboje utkwili w niej wzrok.

– Czy coś się stało, Ninko? – zapytał troskliwie, może nawet zbyt troskliwie Tata, rezygnując z wzięcia do ust kolejnej porcji jakiejś dziwnej potrawy z makaronu przygotowanej naprędce przez Mamę.

– Po prostu śmiertelnie zapomniałam, że mam coś zrobić i nagle sobie o tym przypomniałam – odpowiedziała ze względnym spokojem.

Rodzice wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

– A co tam u babci? – zapytała szybko Nina, by odwrócić uwagę od swojej osoby.

– Bardzo za tobą tęskni – odparła od razu Mama, taksując córkę wzrokiem. – A w dodatku jej stan zdrowia ciągle się pogarsza. Nie zrobi już kroku bez pomocy kul.

– Och! – wyrwało się Ninie. Jej babcia, jej ukochana babcia miała takie problemy, a ona przez tyle lat nie zrobiła nic, by jej pomóc. – Dlaczego jej tutaj nie przywieźliście? Zaopiekowałabym się nią! – oznajmiła uniesionym głosem.

Krystian, najwyraźniej przewidując nadchodzącą kłótnię, zabrał talerz z jedzeniem i czmychnął do swojego pokoju. To przywołało Ninę do porządku. Przypomniała sobie o złożonej obietnicy.

– Dlaczego nie przywieźliście tutaj babci? – zapytała jeszcze raz, zupełnie już spokojnie.

– Przecież wiesz, jaka ona jest – skwitował Tata. – Nigdy nie zgodzi się na opuszczenie swojego domu.

– Dlatego ktoś musi pojechać do niej, żeby tam się nią zająć – uzupełniła wypowiedź Mama.

Po tych słowach zawisła między nimi wymowna cisza. Nina przestała jeść i zjeżył jej się włos na karku. Masa podejrzeń wypełniła jej głowę. Nie musiała długo czekać na ich potwierdzenie.

– Więc – chrząknął ojciec – skoro nie chcesz studiować, a na dodatek marzysz o wyniesieniu się z domu…

– …to właśnie ty do niej pojedziesz i z nią zamieszkasz, córeczko – dokończyła Mama.

Na początku Nina myślała, że się przesłyszała, jednak kiedy dotarła do niej prawdziwość tych słów, wypuściła z rąk sztućce, które z brzękiem odbiły się od talerza. Patrzyła to na ojca, to na matkę, mając nadzieję, że to tylko ich głupi, aczkolwiek niezwykle okrutny żart. Jednak to wcale nie był żart. Rodzice wyglądali na śmiertelnie poważnych. Nina zakaszlała kilka razy, by pozbyć się z gardła wyrosłej w okamgnieniu guli, która nie pozwalała jej mówić. W końcu, gdy była już do tego zdolna, nie wiedziała nawet, co powiedzieć. Rodzice właśnie oznajmili, iż ma zamieszkać w miejscu, którego od lat unikała jak ognia.

– Dlaczego mi to robicie? – zapytała, prawie już płacząc.

– Ależ nie mamy wyboru – odparła jak gdyby nigdy nic Mama. – My nie możemy tam zamieszkać, Karolina też nie, bo niedługo zacznie pracować i …

– Ja też niedługo zacznę pracować! – przerwała bezpardonowo Nina.

– Jakoś nie wydaje mi się – stwierdził surowo ojciec. – Ciebie nic tu nie trzyma. Zdecydowałaś, że nie będziesz studiować, więc możesz bez przeszkód zamieszkać z babcią. Gdybyś chciała studiować, wtedy sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

Nina bezradnie oparła się plecami o krzesło. Z niedowierzaniem kręciła głową. A więc to o to chodzi. W ten sposób rodzice chcieli zmusić ją do zmiany decyzji. To był zwykły szantaż! Przecież doskonale wiedzieli, jak bardzo Nina boi się powrotu do tego miejsca, a mimo to postanowili to tak bezwzględnie wykorzystać. Nie mieściło jej się to w głowie. Rodzona matka i rodzony ojciec zachowywali się teraz jak jej najwięksi wrogowie.

– Już powiedzieliśmy babci, że niedługo się u niej zjawisz – oznajmiła Mama z anielskim spokojem wymalowanym na jej zadbanej twarzy. – Bardzo się ucieszyła.

Nina nie wytrzymała. Prędzej czy później musiała wybuchnąć. Złożona sobie samej obietnica właśnie przestała mieć jakikolwiek sens. Skoro rodzice nie potrafili zrozumieć jej, ona nawet nie będzie starać się okazać zrozumienia im.

– Jak mogliście mi to zrobić?! – krzyczała, kompletnie nad sobą nie panując. – Wiecie doskonale, że nie chcę tam wracać! Nikt mnie tam nie chce! Wszyscy mnie znienawidzą!

– Nie opowiadaj bzdur! – Ojciec próbował przywołać ją do porządku. – Nikt nie obwinia i nigdy nie obwiniał cię za śmierć Damiana. Kiedy w końcu dotrze do ciebie, że to nie była twoja wina?

Po twarzy Niny pociekły łzy, których za nic nie mogła powstrzymać.

– Możecie mi wmawiać, że to naprawdę nie moja wina, ale to nie zmienia faktu, że ja właśnie tak się czuję. Winna. I mam ku temu powody! – wyszlochała, po czym oparła łokcie na stole i ukryła twarz w dłoniach. Któreś z rodziców położyło jej dłoń na ramieniu, lecz bezceremonialnie ją strąciła. Nie potrzebowała pocieszenia od swoich oprawców.

– Nie pojadę tam – oznajmiła w końcu po długiej ciszy przerywanej tylko jej szlochami. Mogła sobie tylko wyobrażać miny rodziców po usłyszeniu tej deklaracji. Jak na razie nie miała siły, by skierować na nich swój wzrok.

– Córeczko, to już postanowione – usłyszała w odpowiedzi stanowczy głos swojej matki.

Nina w końcu oderwała dłonie od twarzy i skierowała swoje zrozpaczone, ale też rozwścieczone spojrzenie na te dwie osoby, które powinny rozumieć ją bez słów, a które jednak tego nie potrafiły.

– Oczywiście, że to postanowione! Jak mogłoby być inaczej? Przecież zawsze liczą się wasze i tylko wasze decyzje! – krzyczała w zdenerwowaniu. – Czy kiedykolwiek w jakiejkolwiek sprawie miałam coś do powiedzenia? Czy was w ogóle obchodzi to, że jeśli pojadę do babci, nie będę w stanie się tam odnaleźć? To przysporzy mi tylko cierpienia!

Po tych słowach w wyrazach twarzy obojga rodziców coś się zmieniło i Nina już miała nadzieję, że w końcu coś do nich dotarło, jednak było to tylko złudzenie. Nadal pozostawali nieugięci.

– Przecież chciałaś jak najszybciej wynieść się z domu. My tylko dajemy ci możliwość wcielenia tej chęci w życie – powiedziała mama z wyraźnym sarkazmem w głosie.

Nina nie wierzyła własnym uszom. To był dla niej cios poniżej pasa. Odebrało jej mowę. To chyba nie działo się naprawdę…

– Nie bądź taką egoistką, Nino – odezwał się tym razem Tata. Z tonu jego głosu można było wnioskować, że jest już niemal wyprowadzony z równowagi. – Czy przez cały ten czas chociaż raz zamartwiłaś się o zdrowie babci Leokadii? Nie sądzę. Byłaś pogrążona tylko w swoim cierpieniu i nie obchodziło cię nic poza tym. Czas z tym skończyć.

Te słowa zabolały bardziej niż wbicie sztyletu w brzuch czy otwarte złamanie kości. Najgorsze było jednak to, że Tata miał rację. W tym momencie Nina zapragnęła znaleźć się daleko stąd. Czuła się osaczona, a gnębiące ją wyrzuty sumienia stały się większe niż kiedykolwiek przedtem. Dlatego dokonała wyboru tak trudnego, że sama nie mogła w to uwierzyć. Skoro taka wola rodziców, niech będzie! Pojedzie tam, zamieszka z Babcią i w końcu stawi czoła wszystkim swoim lękom.

Nina wzięła się w garść, by odezwać się w miarę spokojnym głosem. Nawet nie próbowała zaprzeczać, że w tym momencie chciała sprawić przykrość swoim rodzicom.

– Dobrze! Skoro tak usilnie chcecie pozbyć się mnie z domu, nie będę wam tego utrudniać – rzekła odrobinę tylko uniesionym głosem. – Pojadę tam. Zaraz się spakuję, rano wsiądę w pociąg, a po południu znajdę się u babci. – Otarła zdecydowanym ruchem łzy z policzków i zauważyła, że jej reakcja nie była taka, jakiej spodziewali się rodzice. Sprawiali wrażanie porządnie zaskoczonych, a nawet wstrząśniętych.

– Nie mówisz poważnie… – zasugerowała Mama, jednak jej głos przepełniony był niepewnością.

– Nigdy nie byłam bardziej poważna – wyznała oschle, ale nadzwyczaj spokojnie Nina.

– Dlaczego chcesz tam jechać już jutro? Zastanów się jeszcze – nalegał ojciec. Nadal był zdenerwowany, ale w trochę inny sposób. Jakby nie gniewał się na nią, tylko samego siebie.

– Przecież chcecie, żebym tam pojechała. Ja tylko daję wam możliwość wcielenia tej chęci w życie – oznajmiła, prawie dosłownie cytując wcześniejsze słowa matki, co wywołało niemal piorunujący efekt. Rodzicom dosłownie mowę odjęło. Nina wykorzystała ich własną broń przeciwko nim. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do swojego pokoju, by spakować rzeczy.

– Nino! Wracaj tu natychmiast! – usłyszała za plecami desperacki rozkaz ojca, ale nie posłuchała. Z hukiem zamknęła za sobą drzwi. Nie traciła czasu na użalanie się nad sobą i zastanawianie, czy jej decyzja jest właściwa. Od razu zabrała się za pakowanie, żeby o tym nie myśleć. Z kuchni dobiegały podniesione głosy rodziców, którzy kłócili się teraz sami ze sobą. Ale Niny to już nie obchodziło. Przecież spełnia ich prośbę. Pojedzie do Babci i zamieszka z nią, zupełnie tak jak chcieli. Potrząsała głowa za każdym razem, gdy uświadamiała sobie, jak bardzo przerażała ją ta perspektywa. Decyzja już jednak zapadła i nie ma odwrotu. Nazajutrz o tej porze Nina będzie już w domu Babci i zacznie nowe życie. Podejrzewała, jednak że swojego wyboru może pożałować bardzo szybko.

I miała rację.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  6 789  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Kamila C. o książkach, urozmaicone szczyptą własnej twórczości ")

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 6789

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl