Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 195 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Rozdział VII

niedziela, 24 czerwca 2012 11:21

Rozdział 7

 

W szkole Nikodem nie odstępował mnie nawet na krok i choćbym nie wiem jakich używała sztuczek, ani myślał o tym, by dać mi spokój. No i oczywiście nadal siedział ze mną w ławce. Jedynym plusem tego, że cały czas trwał przy mnie było to, że nie musiałam rozmawiać z Bartkiem. Wymieniliśmy tylko przelotne „cześć”, choć tak naprawdę wiedziałam, iż jemu to nie wystarczyło. Nik skutecznie go odstraszał. Zachowywał się, jakby jego zadaniem było chronienie mnie przed wszystkimi i przed wszystkim. Przynajmniej tak to odbierałam.

Zastanawiałam się, jakim cudem się do mnie nie zniechęcił. W końcu cały czas się do niego nie odzywałam. Nie odpowiadałam mu nawet na najprostsze pytania takie jak: „ w jakiej sali mamy lekcje?” albo „ czy zabrałam podręcznik z polskiego?”.

Polubiłam go, nawet bardzo, ale jego obecność przy mnie nie pozwalała mi na zbliżenie się do Sary, a ja bardzo chciałam z nią porozmawiać i zakopać w końcu topór wojenny. W końcu następnego dnia miała urodziny. Wypadałoby się z nią pogodzić. Jednak za każdym razem, kiedy chciałam do niej podejść i już robiłam krok w jej kierunku drogę zastępował mi Nikodem. Przy naszej różnicy wzrostu i masy stanowił przeszkodę nie do przejścia.

Okazja porozmawiania z Sarą nadarzyła się na lekcji biologii. Weszła do klasy jako pierwsza i usiadła sama zaraz w pierwszej ławce. Nikodem musiał poczekać, aż wszystkie dziewczyny wejdą do klasy, więc był to doskonały moment na to, by usiąść z Sarą w ławce.

Zbliżyłam się do niej szybkim krokiem i rzuciłam torbę na wolne krzesło tuż obok niej. Obdarzyła mnie zimnym, pełnym wyższości spojrzeniem i odwróciła głowę, odrzucając przy tym swoje długie włosy na plecy.

– Saro… – tylko tyle zdążyłam powiedzieć, bo poczułam, jak ktoś łapie mnie za łokieć i zdecydowanym ruchem ciągnie w swoją stronę.

Nie musiałam nawet spojrzeć na tego kogoś, by wiedzieć, że to Nikodem. Drugą ręką zabrał moją torbę z krzesła obok Sary i poprowadził mnie do ławki pod ścianą. Próbowałam mu się wyrwać, ale był zbyt silny.

– Zostaw mnie – rozkazałam mu surowo, ale mnie nie posłuchał.

Czułam, jak wszystkie oczy w klasie skupiają się właśnie na mnie. Zrobiło mi się naprawdę głupio. Nawet chłopcy, którzy wcześniej siedzieli w ławce za nami, przenieśli się gdzie indziej. Odnosiłam wrażenie, że to przez Nikodema. Czyżby oni się go bali?

– Siadaj – rozkazał mi nie znoszącym sprzeciwu głosem, kiedy odprowadził mnie już do właściwej ławki.

Zachowywał się tak, jakby był moim osobistym ochroniarzem. Albo nie. Gdyby był moim ochroniarzem, musiałby mnie słuchać.

Naprawdę się na niego zdenerwowałam. Ograniczał moją wolność, co było przecież czynem niedopuszczalnym. Poza tym moi koledzy z klasy przestali się do mnie odzywać i patrzyli na mnie, jakbym pochodziła z innego świata.

Postanowiłam się mu postawić.

– Nie usiądę! I przestań mi rozkazywać! – uniosłam głos.

Nikodem, ciągle trzymając mnie za łokieć, spojrzał na mnie, jakby miał nade mną całkowitą przewagę i w ogóle nie przejmował się moimi protestami. Mówiłam do ściany. Nawet nie wiedziałam, co jeszcze mogę zrobić.

Dopiero gdy do klasy weszła nauczycielka, opadłam zrezygnowana na krzesło.

Nik uśmiechnął się z satysfakcją. Dał mi tym do zrozumienia, że to on tu rządzi.

 Resztę szkolnego dnia spędziłam na ukrywaniu się przed nim. Prawie wszystkie przerwy przesiedziałam w damskiej toalecie, gdzie on (na całe szczęście!) nie miał wstępu, a ja wykorzystywałam to bez skrupułów.

Po lekcji polskiego miałam wreszcie możliwość porozmawiania z Sarą, bo tym razem to Nikodem musiał udać się do toalety. Zaczęłam szukać jej od razu, gdy tylko zniknął w środku. Zamiast Sary znalazłam jednak kogoś innego albo raczej to on mnie znalazł, a może był to po prostu przypadek. Kiedy wychodziłam zza rogu korytarza, dosłownie wpadłam na Bartka.

– Och, przepraszam – wychrypiałam i chciałam po prostu odejść, ale on trzymał mnie za ramiona i nie chciał puścić.

– O, Bianka. Jak miło cię widzieć – posłał mi szeroki uśmiech, za widok którego jeszcze kilka tygodni temu prawdopodobnie oddałabym życie.

– Ciebie też miło widzieć – odpowiedziałam szybko i zrobiłam krok, by go minąć, ale on zastąpił mi drogę.

– Przepraszam, ale muszę kogoś znaleźć – oznajmiłam, dając mu do zrozumienia, że nie mam czasu na rozmowę z nim.

Widziałam, jak uśmiech znika z jego twarzy. Chyba nawet lekko się zdenerwował.

– Szukasz tego nowego? No tak zapomniałem, że jesteście nierozłączni – powiedział z wyrzutem i kpiną.

Zmarszczyłam brwi. O nie! Tylko nie to! Czyżby Bartek był zazdrosny? Niedobrze.

– Nie, nie – zaprzeczyłam szybko. – Nie widziałeś może Sary? To właśnie jej szukam.

Twarz Bartka pojaśniała, choć czułam, że tak nie do końca mi uwierzył.

– Niestety jej nie widziałem – odrzekł już normalnym tonem i szybko zmienił temat. – Słuchaj, już dawno nigdzie razem nie byliśmy. Chyba czas to nadrobić, nie sądzisz? – zapytał z naciskiem, unosząc przy tym jedną brew.

O, nie. Właśnie tego się obawiałam.

Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Gdyby to spotkanie miało mieć charakter czysto koleżeński, nie miałabym nic przeciwko, ale on wyraźnie liczył na coś więcej. W dodatku patrzył na mnie takim wzrokiem, jakby chciał mnie zahipnotyzować. Musiałam spojrzeć w zupełnie innym kierunku, bo inaczej nie wydobyłabym z siebie słowa.

– Nie za bardzo mam teraz czas, wiesz? Ostatnio jestem bardzo zajęta – wyznałam słabym głosem.

Bartek przechylił lekko głowę i zrobił krok w moim kierunku. Ja zrobiłam dwa kroki w tył. Choć wokół kręciło się pełno uczniów, czułam się tak, jakbyśmy byli tam tylko we dwoje.

– Nie znajdziesz dla mnie nawet krótkiej chwilki? – zapytał podejrzliwie.

– Przykro mi – powiedziałam, choć wcale przykro mi nie było.

– Dobrze – wzruszył ramionami.

Odetchnęłam z ulgą. Wyglądało na to, że w końcu sobie odpuścił.

Moja radość była jednak przedwczesna. On wcale nie zamierzał odpuszczać, o czym szybko się przekonałam.

– W takim razie odwiozę cię dzisiaj do domu.

To nie była żadna propozycja, ani nawet zwykłe stwierdzenie. To był po prostu rozkaz.

– Nie trzeba. Nie rób sobie kłopotu. Poradzę sobie, naprawdę – zapewniałam go.

Czułam się osaczona i nie wiedziałam, jak się bronić. Dlaczego po prostu nie umiałam powiedzieć mu, by spadał? Mniemam, że to by podziałało. Niestety, nie potrafiłam się na to zdobyć.

– Ale to dla mnie żaden kłopot – odrzekł, uśmiechając się zawadiacko. – To sama przyjemność.

No to wpadłam po uszy. Zaczęłam nawet żałować, że w pobliżu nie ma Nikodema. Dlaczego musiał iść do łazienki właśnie na tej przerwie?

Nie wiedziałam już, co robić i mówić. Pozostało mi tylko kłamstwo.

– Tata odbiera mnie dzisiaj ze szkoły – wydusiłam w końcu, starając się, by brzmiało to jak prawda. – Odwieziesz mnie innym razem.

– Skoro tak – ponownie wzruszył ramionami. – To na razie.

Puścił do mnie oczko i zwyczajnie sobie poszedł.

Wypuściłam głośno powietrze z płuc. Tym razem udało mi się go spławić, ale przecież kiedyś będę musiała uświadomić go, że dla mnie może być tylko i wyłącznie zwykłym kolegą.

Zadzwonił dzwonek, więc udałam się pod klasę. Tam czekał na mnie Nikodem. Jak mogłam się spodziewać, od razu do mnie podszedł. Posłał mi uśmiech i powiedział coś, ale ja jak zwykle mu nie odpowiedziałam. Incydent z Bartkiem do reszty popsuł mi humor.

Chemia, z której nic nie zapamiętałam, minęła mi bardzo szybko. Nik wcale się nie zniechęcał i co rusz do mnie zagadywał, ale ja zawzięcie realizowałam mój plan. Milczałam jak zaklęta, choć przychodziło mi to z coraz większym trudem. Tak naprawdę milczałam tylko dla zasady, bo prawie cała złość do niego już mi niemal przeszła.

Kiedy zabrzmiał dzwonek, wybiegłam z klasy jako pierwsza. Pobiegłam prosto do toalety, ale już nie z chęci ukrywania się przed Nikodemem tylko ze zwykłej potrzeby. Spotkałam tam Laurę, której nie lubiłam ani ja, ani Sara.

Dziewczyna ta na głowie miała burzę blond włosów, które wyglądały tak, jakby od dawna nie widziały grzebienia. Swe nieokreślonego koloru oczy podkreślała zawsze czarną kredką. Były tak samo mętne jak oczy Sary.

Podobno już drugi raz powtarzała trzecią klasę.

Nie wiem, dlaczego ona mnie nie lubiła. Nigdy nie zrobiłam jej nic złego. Nawet nie znałam jej, gdy przyszłam do tej szkoły, ale ona od początku dawała mi wyraz swojej niechęci do mnie. Mierzyła mnie od stóp do głów i robiła przy tym kwaśne miny.

Raz miałyśmy razem w – f. To był najgorszy dzień w całej mojej szkolnej karierze. Ciągle obrywałam od niej z piłki.

Jestem dużo młodsza od niej, dlatego nigdy nie miałam odwagi się jej postawić. Ona mnie po prostu przerażała.

Co innego Sara. Ona zawsze kierowała pod jej adresem same złośliwe komentarze. Kilka razy zdarzyło jej się nawet „pociągnąć”  Laurze „z bara”.

Laura jednak w ogóle na to nie reagowała. Po prostu najzwyczajniej w świecie ignorowała ekscesy Sary i skupiała się na prześladowaniu mnie.

Kiedy weszłam do łazienki i zobaczyłam ją przy jednej z umywalek, od razu się wycofałam. Wolałabym już spędzić całą przerwę z Bartkiem, niż choćby jedną sekundę z nią.

Z przerażeniem stwierdziłam, że Laura poszła za mną. Niezmiernie się ucieszyłam, gdy ujrzałam czekającego na mnie Nikodema. Gdy tylko zobaczył, kto za mną idzie w mgnieniu oka znalazł się u mojego boku. Odniosłam wrażenie, że gdyby tylko zaszła taka potrzeba, obroniłby mnie własnym ciałem.

Laura posłała Nikodemowi kwaśny, przebiegły uśmiech, odwróciła się na pięcie i poszła w zupełnie inną stronę.

– Trzymaj się od niej jak najdalej – wycedził do mnie przez zaciśnięte zęby Nik.

– A myślisz, że co robię? – zapytałam kąśliwie, choć tak naprawdę byłam mu bardzo wdzięczna, że w takiej chwili znalazł się w pobliżu. Już nawet nie protestowałam, gdy siadał ze mną w ławce. W gruncie rzeczy, to przecież nie był koniec świata.

Ostatnią lekcją, którą miałam tego dnia, był w – f dziewcząt. Męska część mojej klasy szła w tym czasie do domu.

– No to do jutra – pożegnałam się grzecznie z Nikodemem przed wejściem do szatni przy sali gimnastycznej. Uśmiechnął się tylko, ale nic mi nie odpowiedział. Nawet nie przyszło mi wtedy do głowy, co kombinował.

Szczęśliwa, że wreszcie mam chwilę spokoju, weszłam do szatni i od razu natknęłam się na Sarę. Wiedziałam, że wciąż robi do Nika maślane oczy.

Gdy mnie zobaczyła, zrobiła najkwaśniejszą minę, na jaką było ją stać.

– Saro, daj spokój – odezwałam się do niej łagodnym głosem. – Przestań się już na mnie gniewać. To nie moja wina, że Nikodem nie chce się ode mnie odczepić.

Na dźwięk jego imienia uśmiechnęła się lekko i zarumieniła.

Wyczułam, że to dobry moment na przeprosiny.

– Przepraszam, jeśli jakoś cię uraziłam. Naprawdę chciałabym się pogodzić – wyznałam szczerze.

Jej twarz złagodniała, a po chwili rozjaśnił ją promienny uśmiech.

– No dobrze. Przecież nie będziemy kłócić się w nieskończoność o jakiegoś nadętego mięśniaka – powiedziała wesoło, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Sara nazwała Nika nadętym mięśniakiem? To było naprawdę coś.

Na salę gimnastyczną weszłyśmy już razem, rozmawiając tak, jakby nic się nie stało.

Oczywiście Nikodem był dla nas tematem tabu.

Wspomniałam jej o spotkaniu w łazience Laury, a ona obiecała, że przy najbliższej okazji podłoży jej nogę. Powiedziała to żartem, ale z Sarą nigdy nic nie wiadomo.

Ze szkoły wychodziłyśmy również razem. Zanim jednak otworzyłam drzwi wyjściowe, wyjrzałam przez szybę i zauważyłam stojącego na dziedzińcu Nikodema. Towarzyszyli mu dwaj jego koledzy.

Zatrzymałam się od razu.

– Co jest? – spytała Sara.

Kiwnęłam głową w stronę wyjścia.

– Aaa – zrozumiała. – Myślisz, że czekają na ciebie?

– Jestem tego pewna – odparłam zrezygnowana.

Kiedy wszystkie dziewczyny opuściły już budynek szkolny i zostałam tylko ja i Sara, koledzy Nikodema sobie poszli, a jego wzrok spoczął na drzwiach.

Zastanawiałam się, co robić. Tego dnia nie chciałam mieć już z nim do czynienia. Przecież dopiero co pogodziłam się z Sarą.

– Musisz coś dla mnie zrobić – oznajmiłam błagalnym tonem.

Spojrzała na mnie podejrzliwie.

– Zagadasz jakoś Nikodema, a ja w tym czasie wyjdę drugim wyjściem.

Mojej koleżance zaświeciły się oczy. Miałam całkowitą pewność, że się zgodzi.

– Dobra. To na razie – zaświergotała wesoło jak skowronek  i pognała spełniać swoją misję.

Nie widziałam, jak jej idzie, bo szybko pobiegłam w stronę drugiego wyjścia. Wychyliłam się ostrożnie zza drzwi i przeszukałam wzrokiem okolicę. Nikogo nie ujrzałam. Słyszałam tylko rozświergotany głos Sary, który dochodził aż na tyły budynku. Jak widać z powodzeniem zatrzymywała Nikodema w jednym miejscu.

Musiałam okrążyć szkołę, by nie zostać zauważona. Co chwilę oglądałam się nerwowo za siebie, ale na całe szczęście nikt za mną nie szedł. W końcu znalazłam się na głównej ulicy i pomknęłam na przystanek.

Moje krótkie nogi i buty na obcasie nie pozwalały mi na osiąganie zawrotnych prędkości, ale mimo to szłam dosyć szybko.

Kiedy dotarłam na przystanek, zadzwoniła do mnie Sara. Była zdenerwowana.

– Mam nadzieję, że siedzisz już w autobusie – wychrypiała do słuchawki.

Spojrzałam w stronę, z której powinien nadjechać.

– Właśnie nadjeżdża. Co się stało?

Sara wzięła kilka głębszych oddechów i zaczęła mówić. Od czasu do czasu zatrząsł się jej głos.

– No bo widzisz. Ja do niego mówię, w sensie do Nikodema, a on nic. Jak grochem o ścianę. W końcu zapytał gdzie jesteś, no to skłamałam, że jeszcze się przebierasz, ale mi nie uwierzył – zrobiła chwilę przerwy na złapanie oddechu. – No i spojrzał na mnie tymi swoimi dziwnymi oczami i tak się przestraszyłam, że w końcu powiedziałam mu o twoim wyjściu drugimi drzwiami. Mówię ci, tak się zdenerwował, że prawie para mu z nosa poszła i pobiegł za tobą. Czy ty sobie w ogóle wyobrażasz, jak on potrafi szybko biec? – zapytała, nie czekając wcale na moją odpowiedź. – Pewnie jest już gdzieś w pobliżu.

Kiedy to powiedziała wsiadłam akurat do autobusu i drzwi się za mną zamknęły. Nikodema nigdzie nie było widać.

– To nic. Już wsiadłam – wydusiłam. – Dziękuję ci, świetnie się spisałaś.

Sara chrząknęła.

– Uważaj tam na siebie. Do jutra – pożegnała się i rozłączyła, a ja bezradnie opadłam na siedzenie.

Miałam w głowie totalny chaos. Co ten Nikodem właściwie ode mnie chciał? Przestraszyłam się już nie na żarty. W dodatku jeszcze przez cztery długie dni miałam być sama w domu, a Nik mieszkał przecież tuż obok. I do tego te wilki…

Chciałam się rozpłakać. Chciałam, żeby przytuliła mnie mama i powiedziała mi, że wszystko będzie dobrze.

Kiedy zauważyłam, jak inni pasażerowie dziwnie mi się przyglądają, zorientowałam się, że płakałam naprawdę. Otarłam łzy rękawem kurtki. Nie wiadomo czemu, miałam jakieś złe przeczucia.

Dlaczego tata nie mógł wrócić już dzisiaj?

Jako jedyna wysiadłam na moim przystanku. Wszędzie było strasznie pusto i to mnie przerażało.

Kiedy zbliżyłam się do mojej ścieżki ujrzałam idących w moim kierunku trzech chłopaków. Nie znałam ich osobiście, ale w tych okolicach kręcili się już od kilku dni.

– Lepsze to, niż wilk – powiedziałam sama do siebie, ale szybko zmieniłam zdanie.

Kiedy ta nieznajoma trójka zbliżyła się do mnie, a ja zobaczyłam podejrzane uśmieszki na ich twarzach, wiedziałam, że za chwilę będę miała kłopoty. W tym momencie tak bardzo zapragnęłam mieć u swego boku Nikodema…

Rozejrzałam się dookoła. Oprócz zbliżających się do mnie chłopaków nie zauważyłam nikogo innego. Zmiękły mi kolana. Co miałam robić? Uciekać przez zaspy? I tak by mnie dopadli. Postanowiłam załatwić to dyplomatycznie. A może po prostu miną mnie i nic się nie stanie?

Niestety, to było tylko moje pobożne życzenie.

– Cześć – zagadnął najwyższy z chłopaków.

– Cześć – odpowiedziałam, przybierając najbardziej spokojny i naturalny głos, na jaki tylko było mnie stać. Nie chciałam pokazywać, że się boję, choć serce już prawie wyskakiwało mi z piersi.

– A co taka śliczna dziewczynka robi sama na takim pustkowiu? – powiedział drugi chłopak o ciemnych oczach i kilkudniowym zaroście na twarzy. Teatralnym gestem wskazał ręką na otaczające nas pustkowie.

– Idzie do domu – odpowiedziałam spokojnie, choć była to najgłupsza odpowiedź, jakiej tylko mogłam udzielić.

Usłyszałam donośny śmiech całej trójki i przełknęłam głośno ślinę. Wtedy jeden z nich, ten z zarostem, zastąpił mi drogę.

– A może pójdziesz z nami? – zaproponował i przekrzywił głowę na bok.

– Może innym razem. Czekają na mnie w domu – skłamałam.

Powtórnie usłyszałam głośne śmiechy i zmiękły mi kolana.

– No chodź – namawiali mnie. Musieli mieć niezły ubaw.

– Nie! – krzyknęłam. Przestałam już udawać wyluzowaną.

Wtedy trzeci z nich, blondyn o jasnych oczach złapał mnie za łokieć.

– Puszczaj! – Próbowałam się wyrwać, ale bezskutecznie.

– Pójdziesz z nami – nakazał ten najwyższy, złapał mnie za drugą rękę i pociągnął do siebie.

Ogarnęła mnie prawdziwa panika. Zaczęłam krzyczeć.

– Krzycz sobie, krzycz. I tak nikt cię nie usłyszy.

Byłam w rozpaczy. Napastnicy mieli nade mną przewagę, a ja nic nie mogłam zrobić. Wyrywałam się tylko i krzyczałam w niebogłosy aż dostałam chrypki.  

Kiedy moje gardło nie było w stanie dłużej wydobywać z siebie dźwięku, usłyszałam za plecami wściekłe warczenie.

Trójka chłopaków natychmiast się odwróciła i puściła mnie. Odwróciłam się również.

Naprzeciwko nas stał nastroszony wilk o czekoladowym odcieniu sierści i groźnie szczerzył kły. Był nawet gotowy do skoku.

– Łoł, łoł! Spokojnie – mówił do niego ten z zarostem, a cała trójka zaczęła powoli się wycofywać.

Podczas gdy ja stałam jak wryta, bojąc się nawet oddychać, wilk zrobił kilka kroków w kierunku moich napastników.

Wyglądał na nieźle wkurzonego, ale musiałam stwierdzić, że był po prostu piękny. Czekoladowa sierść błyszczała w popołudniowym słońcu niczym diamenty w kolii.

Napastnicy zaczęli uciekać tam, gdzie pieprz rośnie.

Wilk nie kwapił się do pościgu.

Kiedy zniknęli z mojego pola widzenia, zwierzę zaczęło krążyć wokół mnie. Już sama nie wiem, co było gorsze: napastnicy czy wilk. Byłam mu wdzięczna za odpędzenie tych łobuzów, ale co, jeśli traktował mnie jak obiad? Nie wyglądał na najedzonego.

Nie wiedziałam, co powinno robić się w takich sytuacjach. Po prostu znieruchomiałam i przestałam na niego patrzeć. Pomimo panującego chłodu czułam, jak spływa po mnie pot. Zimny pot.

W ostatecznym rozrachunku okazało się, że wilk w ogóle nie był mną zainteresowany. Wąchał jedynie ślady, które pozostawili po sobie napastnicy. W końcu w szaleńczym tempie pobiegł w stronę lasu i zniknął między drzewami, a ja przez kilka minut stałam w miejscu jak otępiała.

Kiedy minął mi ten stan, rzuciłam się biegiem w stronę mojego domu.

Stojąc już przed drzwiami, nadal byłam w szoku i drżałam na całym ciele. W dodatku przetrząsnęłam całą torbę i nie znalazłam kluczy.

 W całym tym moim roztrzęsieniu usiadłam na schodach, nie zwracając wcale uwagi na stopień ich zaśnieżenia. Schowałam głowę w kolanach i zaczęłam głośno płakać. Nie mogłam znieść myśli o tym, co mogło mnie spotkać ze strony tych chłopaków, gdyby nie pojawienie się wilka.

Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i natychmiast poderwałam się z miejsca.

Naprzeciwko mnie stał Nikodem. Miał współczujący wyraz twarzy. Zdziwił mnie jego widok. Skąd się wziął? I jakim cudem wrócił tak szybko z miasta? Nawet nie słyszałam, jak podszedł. Mimo tego cieszyłam się, że go widzę. Za nic nie chciałam być w tym momencie sama. Nie byłam jednak w stanie wydusić z siebie słowa. Po prostu patrzyłam na niego, nie mogąc powstrzymać cisnących mi się do oczu łez.

Nikodem też nic nie mówił, tylko podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebowałam.

– Ciii…już dobrze – uspokajał mnie, głaszcząc delikatnie po głowie.

Odnosiłam wrażenie, że doskonale wiedział o tym, co mnie przed chwilą spotkało. Z drugiej strony, skąd miałby o tym wiedzieć?

– Jesteś przemarznięta – stwierdził. – Dlaczego siedziałaś na tych zaśnieżonych schodach? Rozchorujesz się.

Był taki troskliwy.

Podniósł z ziemi moją torbę i w mgnieniu oka wyciągnął z niej klucze.

Dlaczego ja nie mogłam ich znaleźć?

Otworzył drzwi i wprowadził mnie do środka. W domu było tylko trochę cieplej, niż na zewnątrz, ale jakoś nie miałam głowy do tego, by się tym przejmować.

Nikodem pomógł mi zdjąć kurtkę i buty i zaprowadził mnie do pokoju dziennego. Posadził mnie na kanapie, a potem szczelnie otulił kocem, który na niej leżał.

Czułam się przy nim po prostu bezpieczna. Nawet nie podejrzewałam go o taką czułość i troskliwość.

– Zaraz wrócę – oznajmił i zniknął za drzwiami prowadzącymi do piwnicy. Zapewne chciał rozpalić ogień. Co ja bym bez niego zrobiła?

 Podczas gdy Nikodem przebywał w piwnicy, ja próbowałam dojść do siebie. Pobiegłam szybko do swojego pokoju i przebrałam spodnie, które od siedzenia na śniegu zrobiły się trochę mokre. Kiedy z powrotem zbiegłam na dół, Nik już na mnie czekał.

– Ogień rozpalony, zaraz będzie herbata – obwieścił z lekkim uśmiechem na ustach.

Posłałam mu chyba najładniejszy z moich uśmiechów i zasiadłam przy kuchennym stole. Nikodem zajął miejsce naprzeciwko mnie. Patrzył na mnie z troską, ale też z niepewnością.

Czułam się dziwnie. Nie wiem skąd, ale on chyba naprawdę musiał wiedzieć o tym, co spotkało mnie w drodze do domu.

Potrząsnęłam głową i próbowałam o tym nie myśleć.

– Dlaczego przede mną uciekłaś? – zapytał nagle, patrząc mi prosto w oczy w trochę podejrzliwy sposób. W jego głosie wyczułam nutkę smutku.

Postanowiłam być z nim zupełnie szczera. Zasługiwał na to.

– Posłuchaj – westchnęłam – to, że w szkole nie odstępujesz mnie na krok, potrafiłabym jeszcze jakoś zrozumieć. Jesteś nowy i szukasz kolegów, rozumiem. Ale żeby czekać na mnie godzinę po lekcjach? To jest już trochę dziwne – wyznałam, ale nie czułam się komfortowo mówiąc mu o tym. Nie chciałam, żeby poczuł się źle.

Nic na to jednak nie wskazywało. Wręcz przeciwnie. Nikodem wydawał się być rozbawiony. Przekrzywił lekko głowę i uniósł do góry brwi.

– Ty się mnie boisz? – zapytał, choć dla mnie brzmiało to raczej jak stwierdzenie.

Nie odpowiedziałam od razu. Było to dla mnie trochę bardziej skomplikowane.

– Boisz się mnie – stwierdził i leciutko uśmiechnął.

– Wcale nie! To znaczy… To nie tak – zaplątałam się i postanowiłam opowiedzieć mu o moich odczuciach. Zanim to jednak zrobiłam, usłyszałam gwizd czajnika, więc wstałam, by zaparzyć herbatę. Zyskałam w ten sposób trochę czasu na uporządkowanie myśli w mojej głowie.

Postawiłam przed nim kubek, usiadłam z powrotem na swoje miejsce i zaczęłam mówić:

– Nie boję się ciebie. To znaczy… nie zawsze – mówienie o tym sprawiało mi trud.

Nik nie odrywał ode mnie wzroku, co jeszcze bardziej komplikowało moją sytuację. On miał naprawdę piękne oczy!

– To skomplikowane – westchnęłam. – Kiedy wiem, że cię spotkam, to obawiam się tego, ale gdy jesteś już przy mnie, wtedy czuję się tak bardzo bezpiecznie. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Nie potrafię tego wytłumaczyć – wyznałam i na krótko spuściłam wzrok.

Nikodem uśmiechał się do mnie łagodnie. Uśmiech też miał cudowny.

Odniosłam wrażenie, że rozbawiło go to, co usłyszał.

– Nie masz najmniejszych powodów do tego, by się mnie bać – stwierdził pewnie. – Obronię cię w każdej sytuacji. Jeśli odczujesz taką potrzebę albo po prostu nie będziesz chciała być sama w domu, zadzwoń, a zjawię się natychmiast. Możesz dzwonić nawet w środku nocy.

Była to tak poważna i kompletnie niespodziewana deklaracja, że aż mnie zamurowało. Zastanawiałam się, czy on czasem nie robi sobie ze mnie żartów. Minę miał jednak tak poważną, ale przyjazną zarazem, że uwierzyłam mu na słowo.

Chciałam mu za to podziękować, ale zadzwonił telefon, więc poszłam go odebrać.

– Tak?

– Cześć, córeczko! – usłyszałam w słuchawce głos taty. – Jak sobie radzisz?

– Dom cały czas stoi, lodówka jest pełna i nie wyrzucili mnie ze szkoły. Jeszcze – zażartowałam, choć wiedziałam, że tata nie lubi takich odpowiedzi.

– Bianko – przywrócił mnie do porządku surowym tonem.

– Dobrze, przepraszam. Wszystko jest w jak najlepszym porządku – siliłam się na naturalny ton głosu, choć w pamięci wciąż miałam tych trzech chłopaków, którzy zastąpili mi drogę, kiedy wracałam do domu.

Tata chyba wyczuł, że coś się stało.

– Gdyby tylko coś było nie tak, powiedziałabyś mi o tym, prawda? – zapytał.

– Oczywiście, że tak – skłamałam bez wahania.

– To dlaczego nie chcesz mi o tym powiedzieć?

Zawahałam się przez moment. Czyżby mój głos zdradzał aż tak wiele?

– Bo wszystko jest w porządku, naprawdę – brnęłam w to dalej.

– Przecież wiesz, że jesteś dla mnie ważniejsza niż praca. Wystarczy jedno twoje słowo, a za kilka godzin będę w domu.

To była naprawdę kusząca propozycja. Z jego powrotem zniknęłyby wszystkie moje problemy. Nie mogłam jednak zmarnować mojemu tacie kariery zawodowej, a już na pewno nie chciałam, by stracił przeze mnie pracę.

Tata był inżynierem budowlanym i jak dotąd miał nienaganną reputację zawodową. Wolałabym, żeby tak pozostało.

– Tato, zaufaj mi. Nic się nie dzieje – upierałam się przy swoim. Tym razem mój głos zabrzmiał pewnie.

Po drugiej stronie usłyszałam czyjś zdenerwowany głos proszący tatę, by rzucił na coś okiem.

– Chyba musisz kończyć, tato – zasugerowałam.

– Tak – nie był z tego zadowolony.

– To do usłyszenia. Kocham cię, pa – chciałam jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.

– Ja ciebie też. Uważaj na siebie – powiedział jeszcze tata i odłożyłam słuchawkę. Muszę przyznać, że jego telefon trochę  mnie uspokoił.

Odwróciłam się, by zobaczyć minę Nikodema i zdębiałam, bo go nie zauważyłam. Przeszukałam cały dom, ale nigdzie go nie było. Nawet nie usłyszałam, jak wychodził. Zaczęłam głuchnąć, czy to on poruszał się bezszelestnie?

Potrząsnęłam głową i usiadłam przy kuchennym stole. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się Nik, leżała mała zgięta na pół karteczka. Rozłożyłam ją i uśmiechnęłam się do siebie. Na tym niewielkim skrawku papieru widniało dziewięć skreślonych w pośpiechu cyfr. Był to jego numer komórkowy.

Cały czas się uśmiechając, wprowadziłam go do mojej komórki, a karteczkę z nim wsadziłam do notesu przy telefonie stacjonarnym.

Wtedy chyba po raz pierwszy poczułam do Nikodema coś więcej niż tylko sympatię.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  6 799  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Kamila C. o książkach, urozmaicone szczyptą własnej twórczości ")

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 6799

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl