Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 195 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Rozdział V

czwartek, 31 maja 2012 13:23

Rozdział 5

 

Chciałam obudzić się wcześniej, by zobaczyć jeszcze tatę przed wyjazdem. Nastawiłam sobie w tym celu budzik, ale albo on nie zadzwonił, albo ja go nie usłyszałam, bo obudziłam się dopiero kilka minut po dziesiątej. Sama nie wierzyłam, że tak długo spałam. Od razu wstałam z łóżka. Ubrałam się w dres i zeszłam do kuchni. Taty już oczywiście nie było. Zostałam sama. Zupełnie sama.

Choć mój tata często pracował w soboty i w takiej sytuacji znajdowałam się już wielokrotnie, nigdy mnie to tak nie przytłaczało, bo wieczorem zawsze wracał do domu. Wręcz przerażało mnie to, że tym razem będzie inaczej. Ja i tylko ja w dużym domu, który stał blisko lasu. Brr.

W domu było tak jakoś dziwnie chłodno. Dotknęłam jednego z kaloryferów. Był zimny. Widocznie ogień w piecu musiał zgasnąć. Czekała mnie więc niemiła wycieczka do piwnicy i ponowne rozpalenie ognia, bo inaczej niechybnie bym zamarzła.

Nie lubiłam miejsc takich jak piwnica: zimnych, ciemnych i zawalonych różnymi zepsutymi sprzętami i rzeczami nikomu już niepotrzebnymi.

Postanowiłam zejść tam jak najszybciej i mieć to już za sobą.

Mała żarówka rzucała blade światło na ogromne pomieszczenie. Wszędzie stały wypełnione po brzegi starymi zabawkami oraz zeszytami szkolnymi duże kartony i skrzynie. W głębi swe miejsce zajmowała zepsuta pralka, a obok stara lodówka. Nie wiem, dlaczego tam stały, ale najwidoczniej tata z jakichś kompletnie nieznanych mi powodów postanowił je zatrzymać.

Postanowiłam nie rozglądać się dłużej tylko rozpalić ogień i jak najszybciej opuścić piwnicę.

Otworzyłam drzwiczki pieca. Ogień na szczęście nie wygasł do końca. Wystarczyło dołożyć trochę drewna i węgla i sytuacja byłaby opanowana.

No właśnie, byłaby. W piwnicy nie znalazłam ani jednego, ani drugiego. Tata najwyraźniej zapomniał przynieść opał ze składu. Musiałam więc zrobić to sama. Spieszyłam się, by ogień w piecu nie zgasł zupełnie.

Zarzuciłam sobie na ramiona kurtkę, wciągnęłam na nogi zimowe buty i ruszyłam do składu.

Na dworze było strasznie mroźno. Promienie słońca odbijały się od białych pokładów śniegu, co sprawiało, że musiałam mrużyć oczy. Dosłownie trzęsłam się z zimna, więc w ekspresowym tempie pognałam do składu, który znajdował się przy wschodniej ścianie domu. Tam też było okropnie zimno. Nawrzucałam trochę węgla i drewna do wiaderka, by szybko opuścić to chłodne pomieszczenie.

Kiedy z niego wyszłam, zamarłam. Na śniegu, tuż przy wejściu do składu i wzdłuż całej ściany domu znajdowało się pełno śladów łap. Były zupełnie takie same jak te, które widziałam poprzedniego dnia. Ślady wilka. Prowadziły aż do samych drzwi wejściowych. Nie było ich, gdy wychodziłam z domu. W składzie nie przebywałam więcej niż trzy minuty, co oznaczało, że wilk cały czas mógł być gdzieś w pobliżu.

Mimo przeraźliwego mrozu czułam, że się pocę. Stałam jak wryta i rozglądałam się dookoła. Nie zauważyłam jednak żadnego ruchu. Nie chcąc dłużej ryzykować, pognałam do domu. Zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe zamki, jakie w nich były. Bezwładnie osunęłam się na podłogę. Nie obchodziło mnie nawet to, że ogień w piecu zaraz zgaśnie i będę musiała rozpalać go od nowa. Byłam po prostu przerażona. Gdybym wyszła ze składu trochę wcześniej, mogłabym stanąć z wilkiem oko w oko, a to przecież bardzo niebezpieczne zwierzę.

Po chwili pobiegłam do okna w kuchni. Wychodziło na podwórko tuż przy wejściu. Miałam nadzieję, że wcześniej uległam jakiemuś złudzeniu optycznemu i tych śladów wcale tam nie było. Ale były. Z tego, co byłam w stanie zauważyć, prowadziły od lasu w stronę mojego domu i zakręcały w stronę domu Nikodema. Wilk poszedł więc właśnie tam.

Zastanawiałam się, czy nie powinnam ostrzec jakoś mojego nowego kolegi. Gdyby akurat przebywał na dworze, groziło mu wielkie niebezpieczeństwo, a jego rozbudowana klatka piersiowa nie na wiele by mu się przydała.

Ale jak miałam go o tym poinformować? Nie miałam do niego żadnego numeru telefonu, a na pewno nie odważyłabym się teraz wyściubić choćby tylko nosa za drzwi. W pobliżu grasowało przecież niebezpieczne zwierzę.

Po chwili wpadłam na pomysł, że może jego rodzina zachowała numer telefonu po poprzednich właścicielach, a ten numer był zapisany w notesie przy aparacie stacjonarnym. Pobiegłam tam czym prędzej. Odszukałam tak ważne dla mnie w tym momencie siedem cyfr i wystukałam je na klawiaturze. Usłyszałam sygnał, potem drugi i trzeci. Prosiłam w duchu, by ktoś w końcu odebrał. Słuchawkę podniesiono w momencie, gdy przepełniona samymi czarnymi myślami chciałam ją już odłożyć.

– Halo? – usłyszałam aksamitny, aczkolwiek trochę zasapany głos Nikodema. – Halo? – powtórzył, bo z wrażenia nie wiedziałam, co powiedzieć.

– Cześć, Nikodem. Tu Bianka – przywitałam się nieśmiało.

– O – zdziwił się, ale chyba też ucieszył jednocześnie. – Czemu zawdzięczam ten telefon?

– Dzwonię, by cię ostrzec – wychrypiałam. – W pobliżu grasuje wilk.

Usłyszałam najpierw pojedyncze prychnięcie, a potem głośny śmiech.

No nie. On nie traktował tego poważnie. No tak. Czego właściwie mogłam się spodziewać?

– To nie jest śmieszne! – uniosłam głos. – Był przed moim domem.

– Coś ci się przywidziało – stwierdził lekceważąco, nie przestając się śmiać.

– Na moim podwórku są jego ślady!

Wydawało mi się, że spoważniał, ale nadal mi nie wierzył. Denerwowało mnie to.

– Jeśli chcesz, możesz sprawdzić – rzekłam ironicznym tonem.

– Chętnie. Zaraz będę – oznajmił od razu.

Zamarłam. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że się na to zgodzi.

– Nie, nie! Nie możesz przyjść! To niebezpieczne! – próbowałam go powstrzymać, ale on odłożył już słuchawkę.

I co ja najlepszego narobiłam? Dałam mu powód do przyjścia do mojego domu i co najgorsze, naraziłam go na niebezpieczeństwo. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś mu się stało, choć teraz uporczywie wmawiałam sobie, że tego wilka wcale nie ma.

Co powinnam zrobić, kiedy Nik już się zjawi? Wpuścić go do domu? Do pustego domu? A przecież obiecałam tacie, że pod żadnym pozorem nie będę tego robić…

Z drugiej strony, skąd mój tata miałby się o tym dowiedzieć?

W każdym razie, Nik miał zaraz przyjść, a ja wyglądałam, jakbym dopiero wstała z łóżka. Musiałam coś z tym zrobić i to szybko.

Zdjęłam kurtkę i buty, w których cały czas jeszcze byłam i pobiegłam do łazienki. Umyłam ręce, uczesałam się, a nawet zrobiłam lekki makijaż. Aż sama się sobie dziwiłam, że tak się dla niego stroję.

W końcu wróciłam do kuchni i spoglądałam w okno, czekając na jego przybycie. Zjawił się dosłownie po kilku chwilach. Miał na sobie zwykłe jeansy, czarną kurtkę, a jego szyja owinięta była szalem.

Założyłam swoją kurtkę i wyszłam przed dom

Nik powitał mnie szerokim uśmiechem. Wyglądał olśniewająco.

– Widzisz? Mówiłam prawdę – stwierdziłam z satysfakcją.

– Tak – potwierdził, patrząc na ślady.

– Nie spotkałeś niczego po drodze? – zagadnęłam z niepokojem.

– Niczego ani nikogo – odrzekł spokojnie.

– A tak właściwie, to dlaczego tu przyszedłeś? – zapytałam podejrzliwie, marszcząc przy tym brwi.

– Przecież w pewien sposób sama mnie zaprosiłaś – odpowiedział, jak gdyby nigdy nic. – A poza tym musiałem sprawdzić, czy jesteś bezpieczna.

Uniosłam ze zdziwienia brwi do góry. Tymi słowami kompletnie zbił mnie z tropu. Wybałuszyłam na niego oczy, kompletnie nie wiedząc, co odpowiedzieć.

– A te ślady nie należą do wilka. Zrobił je duży pies – dodał po chwili pewnym głosem, po czym spojrzał wysoko nad moją głowę. Skierowałam tam również swój wzrok, ale nie zauważyłam niczego szczególnego.

– Na co patrzysz? – zapytałam w końcu.

– Na komin. Nie dymi się z niego. Pewnie masz w domu niezłą lodówkę, co?

– Ajj – wyrwało mi się.

Przez to całe zamieszanie zupełnie zapomniałam o ratowaniu ognia. Domyślałam się, że teraz pewnie nie ma już czego ratować.

– Przepraszam, ale muszę… – zawahałam się – wejść do środka.

Odwróciłam się plecami do Nikodema i zrobiłam dwa kroki w głąb domu. Zdałam sobie jednak sprawę, że jakkolwiek by nie patrzeć, postąpiłam bardzo niegrzecznie. Po chwili wahania z powrotem wyszłam przed dom.

– Może wejdziesz? – zaproponowałam nieśmiało i ugryzłam się w język?

Co ja wyprawiałam? Zaprosiłam prawie zupełnie nieznajomego chłopaka do pustego domu. Chciałam, by odmówił, ale on zgodził się niemal natychmiast. Zaprosiłam go więc gestem ręki do środka. Zaczęłam już trząść się z zimna.

 – Panie przodem – rzekł szarmancko i przepuścił mnie w drzwiach. Wchodząc, potknęłam się o wiaderko z opałem, o którym istnieniu także zdążyłam już zapomnieć. Nikodem złapał mnie w talii, ratując przed upadkiem. Zarumieniłam się i wyszeptałam ledwo dosłyszalne „dziękuję”.

Chciałam podnieść wiaderko i zająć się wreszcie tym ogniem, ale Nik mnie uprzedził. Przypadkiem dotknął mojej ręki swoją i zauważyłam, że pomimo strasznego mrozu jego skóra była ciepła, a ja nie zauważyłam, by wcześniej miał ubrane rękawiczki albo ogrzewał sobie dłonie w kieszeniach.

– Ja to zrobię – zaoferował się. – Gdzie jest piec?

Wskazałam mu dłonią odpowiednie drzwi na lewo i wzięłam od niego kurtkę, a on bez wahania poszedł w ich kierunku.

Kiedy zniknął mi z oczu, wypuściłam głośno powietrze z płuc. Po chwili zdjęłam kurtkę i ruszyłam do kuchni, by wstawić wodę na herbatę. W domu naprawdę panował chłód i musiałam się… hm nas jakoś rozgrzać.

Zastanawiałam się, czy nie zrobiłam głupstwa, zapraszając Nikodema do domu. Praktycznie rzecz biorąc, wcale go nie znałam.

W jego towarzystwie czułam się jednak bezpiecznie, choć za nic nie umiałam wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje.

Nik uporał się z rozpaleniem ognia błyskawicznie. Mnie zajęłoby to pewnie całe wieki. Miał ubrudzone ręce, więc wskazałam mu łazienkę. Zdążyłam zaparzyć herbatę, kiedy z niej wyszedł.

– Zrobiłam gorącą herbatę. Napijesz się? – zaproponowałam.

– Bardzo chętnie – odparł, zasiadając do stołu.

         Postawiłam przed nim kubek, a chwilę potem usłyszałam dźwięk telefonu. Nawet nie musiałam odbierać, by wiedzieć, kto dzwoni. Podniosłam słuchawkę.

– Tak?

– Witaj córeczko? Jak tam? Radzisz sobie? – usłyszałam głos taty.

– Nie umieram z głodu ani pragnienia i nie puściłam domu z dymem, a to świadczy o tym, że chyba sobie radzę – odpowiedziałam wesoło.

– Przestań żartować. Pytam poważnie.

Westchnęłam.

– Wszystko w porządku – odparłam i by szybko zmienić temat, to ja zaczęłam zadawać pytania:

– Dojechałeś już?

– Przed chwilą – odpowiedział spokojnie. W tle usłyszałam jakiś drugi głos.

– Tak, tak. Już idę – powiedział szybko tata, ale te słowa wcale nie były skierowane do mnie.

– Słuchaj, córeczko, muszę już kończyć. Zadzwonię później. Uważaj na siebie. Pa.

– Pa, tatusiu – powiedziałam i odłożyłam słuchawkę.

Kiedy się odwróciłam, Nikodem wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem.

– Kontrola rodzicielska? – zagadnął, uśmiechając się lekko.

Skinęłam głową.

– Pewnie masz to samo? – zapytałam, siadając do stołu.

Nik, upiwszy najpierw łyk herbaty, podrapał się po głowie.

     – Szczerze mówiąc, nie – wyznał smutnym głosem, co od razu mnie zdziwiło. – Nie mieszkam z rodzicami.

Spostrzegłam, że był trochę zakłopotany.

– Mieszkasz sam?

– Nie – odparł spokojnie. – Moi dwaj przyjaciele mieszkają ze mną. Tak jest taniej.

Zdziwiły mnie jego słowa.

– Pracujesz? – pytałam dalej.

– Nie.

Zdziwiłam się ponownie.

– To skąd bierzesz pieniądze?

Zrobiłam się już podejrzliwa.

– Jakoś daję sobie radę – odpowiedział wymijająco, choć dla mnie nie była to żadna odpowiedź. Zorientowałam się, że Nikodem nie ma ochoty mówić na ten temat, więc przestałam go wypytywać.

Zapadła cisza. Postanowiłam zaproponować coś do jedzenia. Pomyślałam o torcie urodzinowym, którego kilka kawałków spoczywało jeszcze w lodówce.

– Wow! – Ten okrzyk zdumienia wyrwał się z moich ust, gdy ją otworzyłam.

Półki dosłownie uginały się od różnego rodzaju jedzenia. Tata absolutnie przesadził z tymi „małymi” zakupami. Jak ja miałam to wszystko zjeść?

– Nie wiedziałem, że potrzebujesz aż tyle jedzenia – wyznał żartobliwie Nikodem.

Zaśmiałam się.

– Nie jem tyle. Po prostu tata przed wyjazdem postanowił zapełnić mi lodówkę – wyznałam i od razu ugryzłam się w język. Nie powinnam tego mówić. Teraz Nik wiedział, że jestem sama w domu.

– Na ile wyjechał? Na trzy miesiące? – znowu się zaśmiał.

– Na kilka dni – sprostowałam, nie będąc do końca pewna, czy to też powinnam mu mówić.

Dokopałam się w końcu do tortu i postawiłam go na stole. Wyjęłam z szafki dwa talerzyki i nałożyłam na nie po kawałku. Jedliśmy w milczeniu.

Nagle Nikodem zadał mi dziwne pytanie:

– Kiedy Sara obchodzi swoje osiemnaste urodziny?

Zamrugałam kilka razy.

– A co, chcesz załapać się na imprezę? – zażartowałam, ale on nawet się nie uśmiechnął. Był poważny jak nigdy przedtem.

– Odpowiedz – nalegał.

– W najbliższy wtorek.

Skinął głową.

Nie wiedziałam, dlaczego chciał to wiedzieć.

– Chyba już pójdę – stwierdził i podniósł się z miejsca. Zrobiłam to samo. Szybkim krokiem ruszył do drzwi. Nie wiedziałam, co sprawiło, że nagle zapragnął opuścić mój dom.

– Dzięki za herbatę – powiedział na odchodnym.

– Dzięki za pomoc – posłałam mu promienny uśmiech. – Uważaj na siebie – dodałam jeszcze i wyszedł.

Pobiegłam do kuchni i przez firanki patrzyłam, jak odchodzi.

Szedł szybko, stawiając długie, pewne kroki. Nie oglądał się za siebie. W jego ruchach dostrzegłam kryjącą się dzikość.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  6 792  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Kamila C. o książkach, urozmaicone szczyptą własnej twórczości ")

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 6792

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl